sobota, 19 grudnia 2015
Monsuny
Burza, większa burza, huragan. Tak wyglądały moje jesienne dni. Rzadko kiedy było tak, że cały dzień się uśmiechałam... Nie wiem co w tej jesieni takiego jest, ale to już drugi rok z rzędu. Dopiero teraz pojawiła się tęcza. Wiadomo nie tak od razu pięknie i kolorowo. Zaczynało się od pojedynczych kolorków. W sumie to nie dziwie się, że po tym jesiennym huraganie los daje mi parę momentów na uśmiech. No bo nawet największe monsuny się kiedyś kończą. Podoba mi się, że ta tęcza przychodzi niespodziewanie... Taka sytuacja - czekam sobie w piątkowe popołudnie na autobus. Nawet nie chciało mi się wtedy myśleć. Usiadłam na ławce (nigdy tego nie robię, zazwyczaj chodzę w tę i z powrotem), uruchomiłam jakąś grę na telefonie (jakieś zgadnij co to, czy inne logiczne pierdoły) i tak siedzę patrząc się na ten obrazek. Nagle w jednej sekundzie na buźce namalował się uśmiech, wstałam z ławki i szczerzyłam się nawet w myślach. Dla takich sytuacji mogę zmoknąć i zmarznąć w huraganach. Słoneczko mnie wysuszy i namaluje uśmiech...
niedziela, 1 listopada 2015
I tak pójdę pod prąd
Z moją obecnością tutaj bardzo ciężko. Nie udzielam się już w ogóle i nie dlatego, że nie mam czasu (chociaż to też prawda), po prostu nie mam o czym pisać. Nie chciałabym opisywać tu moich lepszych czy gorszych dni. Nie taką idee zakładałam przy tworzeniu tego bloga. Jasne, głównie chciałam tu marudzić na wszystko i nic. Teraz nawet tego mi się nie chce. Czasem przychodzi jakaś chęć pisania i wyrażenia tego co czuję, ale to co w mojej głowie to nie na komputerze. Nigdy nie potrafiłam przekalkować tych myśli na ekran komputera.
Więc co mnie skłoniło by akurat dziś napisać? Może moje obawy o przyszłość lub jej brak? Może moja bezsilność, a może nawet jakieś początki depresji? Przez ostatnie dwa tygodnie takie myśli przechodzą przez moją głowę. Czasem zupełnie jak metro na stacji - pojawiają się i znikają, a czasem zostają na dłużej. To zabawne jak człowiek może zmienić swoje nastawienie do życia, bycia, szczęścia. Pamiętam jak rok temu leciałam do UK, wtedy w samolocie było mi wszystko jedno. Mógł się on rozbić, wybuchnąć, zniknąć (mimo, że trójkąt bermudzki daleko daleko). Miałam taki mętlik w głowie, że opętał mnie zupełnie. Słuchałam muzyki i byłam pogrążona w nicości, zero myśli, zero analizowania czegokolwiek. Może od tamtego czasu zdarzyły się jeszcze dwie takie chwile, ale nie były one aż tak silne. Potem przychodzą te lepsze momenty i oczywiście wypierają wszystkie dziwne i niezidentyfikowane momenty. Tylko co jeśli przychodzi inna świadomość, która tak czy siak z biegiem brutalnego czasu próbuje wszystko zamienić na odcienie szarości. Wtedy nie ma miejsca na obojętność, chcę więcej - przecież tyle przede mną. Zabawne. Chyba wieczne chodzenie pod prąd i sprzeciwianie się wszystkiemu dookoła są mi przeznaczone. O ile cokolwiek jest mi jeszcze przeznaczone. Na pewno skorzystam jeszcze z mojego chodzenia pod prąd, nie dam tak łatwo za wygraną... nie po tych dwóch latach męczenia się z tymi puzzlami ;)
Powinnam napisać poradnik "jak stać się głupim", chociaż myślę, że większości społeczeństwa nie jest potrzebny. Za ich ogłupienie odpowiada Internet i coraz nowsza technologia.
piątek, 2 października 2015
Muzyczne chwyty losu
Miałam tyle pomysłów na notki. Wszystko przez piosenki, których ostatnio słucham. Chciałam powklejać te teksty, które pasują najbardziej do mnie i stworzyć bardzo przemyślaną notkę. Niestety nie jestem aż tak bardzo ogarnięta (kiedyś byłam, oj tak... kiedyś) i pamiętam może tytuły 2-3 piosenek, w których znalazłam te inspirujące słowa. Karolina?! Czyżby kolejna wymówka żeby wcześniej skończyć notkę? Otóż nie! Otwieram właśnie iTunes'a, odtwarzam pioseneczki i przelewam moje odczucia tutaj...
Mieliście kiedyś tak, że podczas jednej rozmowy/sytuacji leciała piosenka – która odzwierciedla wszystko to co właśnie czujecie? Albo jeszcze lepiej! Trafiliście akurat na ten moment utworu, te słowa, które pasują idealnie do waszych odczuć. Troszkę jak w filmie, nie? Zawsze chciałam to poczuć. Słuchając muzyki w tramwaju, autobusie, samolocie wyobrażałam sobie takie filmowe momenty ze mną w roli głównej. I co? Pewnego wrześniowego poranka przeżyłam takie coś na własnej skórze. Oczywiście, że nie skupiałam się na muzyce w tle, bo nie będę przecież ignorować mojego rozmówcy – ale nagle w uszach zabrzmiało mi "Nothing can go wrong, when you're in love, what can go wrong?". Momentalnie wryło mnie w podłogę, ponieważ nie słyszałam ani pierwszej zwrotki, ani drugiej, nawet refreny mi zanikły. Jednak na ten jeden moment wyciszył mi się cały świat i piosenka wypełniła głowę. Uczucie nie do opisania, serio. Hmmm może to przez to, że w tej piosence podoba mi się tylko ta chwila. Nie wiem. Ciężko stwierdzić, bo z tego co pamiętam podczas tej sytuacji nie wiedziałam nawet co leci za piosenka, aż do tego momentu. No i w sumie tylko raz takie coś przeżyłam.
Nadal jednak, jadąc transportem miejskim i słuchając muzyki, mam w głowie super sceny rodem z filmu tylko już z udziałem innych utworów. Do tamtej piosenki nie potrafię już nic nowego wytworzyć. Przechodząc do sedna, to muzyka bardzo mi pomaga w tych lepszych i gorszych chwilach. Nie mówię tutaj o puszczaniu sobie wybranych piosenek, tylko jak telefon czy tam odtwarzacz wylosuje i akurat trafi utworem w nasz humor oraz to o czym myślimy. Może i to jest mylne i nie powinno się postępować tak bezmyślnie, łapiąc chwile i myśląc, że to jakieś przeznaczenie. Ja jednak wolę mieć tę nadzieję, że coś w tym wszystkim jest i los kieruje nas jak w Simsach. Tak, tak teraz na pewno klika na toaletę i wybiera opcje "sikaj po mistrzowsku", więc lepiej idź już wypełnić tę misję.
nie śmiej się ... IDŹ!
Nadal jednak, jadąc transportem miejskim i słuchając muzyki, mam w głowie super sceny rodem z filmu tylko już z udziałem innych utworów. Do tamtej piosenki nie potrafię już nic nowego wytworzyć. Przechodząc do sedna, to muzyka bardzo mi pomaga w tych lepszych i gorszych chwilach. Nie mówię tutaj o puszczaniu sobie wybranych piosenek, tylko jak telefon czy tam odtwarzacz wylosuje i akurat trafi utworem w nasz humor oraz to o czym myślimy. Może i to jest mylne i nie powinno się postępować tak bezmyślnie, łapiąc chwile i myśląc, że to jakieś przeznaczenie. Ja jednak wolę mieć tę nadzieję, że coś w tym wszystkim jest i los kieruje nas jak w Simsach. Tak, tak teraz na pewno klika na toaletę i wybiera opcje "sikaj po mistrzowsku", więc lepiej idź już wypełnić tę misję.
nie śmiej się ... IDŹ!
czwartek, 1 października 2015
Siła i wytrwałość
Jak widać nawet te pięć notek w miesiącu mi jest bardzo trudno napisać. Żadnych wymówek nie mam, ponieważ wrzesień był najbardziej leniwym miesiącem tegorocznych wakacji. Jak to w każdym miesiącu bywa – były wzloty, upadki, dziwne domysły i przejmowanie się tym co nie trzeba (taaaa, ale dobrze wiedzieć, że nie tylko ja cierpię na taką przypadłość). W sumie to nic mądrego nie mam tu do przekazania. To co trwało trwa, chociaż boje się jesieni i tej dziwnej depresyjnej aury. Hmmm może jednak na to nie będzie czasu. Mam tak cudowny plan, że wychodząc w nocy będę wracała także w nocy. Do tego dodajmy drugą szkołę i fotograficzne praktyki. Mam na to bardzo dobre podsumowanie: chciałam to mam. Mimo, że narzekam na lewo i prawo to wiem, że wszystko jest na moje siły. A w takich sprawach to akurat jestem silna i wytrwała – to chyba są moje najmocniejsze zalety. Wiadomo czasem balansuje pomiędzy skrajnościami, ale po jakimś czasie wszystko wraca na swoje miejsce i czeka na kolejne wariacje.
wtorek, 1 września 2015
Powroty
Wiem, wiem - znowu zaniedbałam bloga. Jednak jest tego dość logiczny powód (jak dla mnie). Streszczając go, nie chciałam tu zanudzać wakacyjnymi pierdołami tak jak zdarzyło się to rok temu. Przerwa każdemu jest potrzebna.
Te wakacje wiele mnie nauczyły, przede wszystkim tego, że nie ważne gdzie jestem czy w Anglii czy w Polsce - to i tak przeżywam wszystko identycznie. Za pewne gdybym była w USA czy Indiach by się nic nie zmieniło. Także jedyne co z tym muszę zrobić to przywyknąć; dodać na listę rzeczy, których nie lubię i nauczyć się z tym żyć. Najlepiej byłoby poczynić jednak inne kroki, ale nie jestem na to jeszcze gotowa. Niby do trzech razy sztuka, a pozostał ten ostatni i się boję, że pozostanie ostatni na zawsze.
Moja telefoniczna lista "do zrobienia" po tych wakacjach jest pełna. Niektóre rzeczy wymagały tylko wpisania w google i koniec. Z innymi było więcej zabawy, dlatego nie wszystkie zrealizowałam. Chciałam się nauczyć świadomego snu. Ale może to i dobrze, że nie wyszło? Kontrola uzależnia i gdyby tak się stało rzeczywistość byłaby ostatnią rzeczą do której bym chciała wracać. A przecież ta przewrotność ma swój urok. Szczególnie jak siedzisz wkurzona i nie zamierzasz zmieniać nastawienia, ale w jednej sekundzie złość i nienawiść niknie, a jej miejsce zajmuje niesprecyzowane szczęście i uśmiech. Nie wiem co to jest, ale działa na mnie za każdym razem kiedy jestem zła i nie mam w planach zmiany nastawienia. Powiecie "kobieta zmienną jest..." - owszem, ale to twierdzenie w tym przypadku słuszne nie jest i nie ma zastosowania. Przynajmniej ja czuję tę różnicę, a może tylko ja...
Nie wierzę, że tu piszę. Biorę się po raz kolejny za odpowiedzialność. Ale brakuje mi tych moich metafor. Jedna mi się tak bardzo spodobała, że zdobi mój profil na pewnej platformie gameing'owej. Obym tylko za parę lat wiedziała o co z nimi wszystkimi chodzi.
Welcome back.
wtorek, 26 maja 2015
Rumunia 2015
Z gorącego kraju ponownie do zimnej Polski... Brzmi to tak okropnie, ale po 17 godzinnej jeździe mogłabym się znaleźć gdziekolwiek byle nie w tym autokarze. Pamiętam jak po pierwszej wycieczce do UK powiedziałam: nigdy więcej autokarem - no, a taka prawda, że od tamtego czasu byłam jeszcze raz w UK i teraz w Rumunii autokarem.
Co tu ciekawego opowiedzieć o tym plenerze... hmmm... Widoki przecudowne, starodawne miasta także. Nawet zamki można uznać za fajne chociaż takich nie lubię - szczególnie po odkryciu prawdy o Drakuli. Jeśli już sobie tu narzekam to przyznam, że mało czasu było na te miasta - więcej spędziliśmy w drodze do nich. No, ale też tak obiektywnie patrząc co robić tam więcej czasu? Na zdjęcia, jedzenie i rozmowy wystarczyło. Oczywiście wieczorami przepisywałam notatki z 'ukochanej' retoryki (o tym w ostatniej notce). Najbardziej podobał mi się Brasov, magiczne miejsce z widokiem na ogromną górę - klimat przecudowny! Niestety zdjęcia z tego miasta w większości robiłam analogiem, a zanim wywołam pewnie minie trochę czasu. Skończy się sesja to o tym pomyślę.
Cieszę się, że miałam okazję odwiedzić ten kraj, bo wiadomo, że sama bym nie pojechała - a tu kolejne Europejskie państwo odwiedzone. Zostało jeszcze dużo, ale damy radę!:)
czwartek, 21 maja 2015
#2 Mocny punkt obrazu
Wyzwanie #2 mocny punkt obrazu.
Zdjęcie, które znacznie lepiej obrazuje te zagadnienie niestety mam na innym komputerze. Moje lenistwo oczywiście się włączyło i na zastępstwo taki obrazek. Jak dla mnie trochę wspólnego ma z mocnym punktem :P
środa, 20 maja 2015
Bieg rzeki, życia ... co?!
Mam na telefonie dwie notki, ale są bardzo pesymistyczne i w ogóle złe. Dlatego ich nie dodam, a może jakoś tu przybliżę - bo jest już 20 a większość była właśnie pesymistyczna. Nie może tu być za kolorowo, ponieważ to niemożliwe... Trochę się tych informacji nazbierało, ale byłam pewna że pierwsza majowa notka jest już dodana. No, ale jednak się myliłam - a szkoda...
Ogólnie to było dziwnie, dużo stresu przed egzaminami. Cału ten miesiąc jest jakiś stresujący pod względem wszystkiego. Szczerze, to ta notka którą pisałam kiedyś jakoś późno w nocy jest super. Jednak jedyne co mogę tu z niej napisać to pierwsze parę zdań. "Mówi się, że nie powinno się wchodzić dwa razy do tej samej rzeki... Tylko, że zanim weszliśmy do niej przygotowywaliśmy się dobry kawał czasu, to wszystko wydaje się łatwiejsze jeśli mamy powtórzyć ów akcję. Mamy również do tego wielki sentyment... no i błędy stają się wyborem." Bla bla bla, to wszystko ma coś w sobie i nie ważne, że pisałam to po północy - czasem wydaje mi się, że wtedy najklarowniej myślę. Wszystko nieświadomie naprowadza człowieka na dany tor życia i ciężko jest się zatrzymać mówiąc STOP, mimo iż w głębi duszy czujesz, że pewne sytuacje się powtórzą. Czy warto dla tych paru chwil radości niszczyć siebie? Niestety ja odpowiem, że tak - za dużo poświęciłam żeby teraz na nowo zmieniać swój byt (a niech będzie tak filozoficznie! :P).
I tym dziwnym akcentem kończę tę notkę. Jutro fotograficzne wyzwanie się doda automatycznie, a ja wyjeżdżam podbijać Rumunię. Dozo.
niedziela, 17 maja 2015
Czechy 2015
Po męczącym tygodniu, a raczej dwóch tygodniach przyszła pora na czeski plener. Osobiście jestem zakochana w tym kraju więc cokolwiek bym nie zobaczyła to wow. Ogólnie w Czechach dotychczas byłam tylko w Pradze, Cieszynie (oczywista oczywistość), Kromeriż'u, Ostrawie. Po tym plenerze dopisać mogę Stramberk, Koprivinice i Novy Jicin. Najważniejsze jest to, że dopisała nam pogoda. Skutki tego można to było zobaczyć na drugi dzień na moim spalonym nosie. A jak było na samym plenerze? Na początku nudno, ale z czasem po rozbudzeniu i obiadku zrobiło się bardzo ciekawie. Dużo chodzenia, dużo zdjęć. Ogólnie cudnie. Bardzo spodobał mi się pomysł losowania tematów i szukania ich realizacji w ostatnim odwiedzonym miasteczku. Czech oczywiście nie pozostawię na dłuższy czas samych, bo od października zaczynam naukę tego języka. A co dalej? No cóż los pokaże, ja jakieś plany/marzenia już mam. :)
czwartek, 30 kwietnia 2015
kocham kwiecień!
Pora na podsumowanie miesiąca... Miała być tylko jedna notka przemyślana, ale i ta taka będzie. Nawet bardziej niż tamta ponieważ stworzona wcześniej na telefonie.
A więc kwiecień sobie minął. Zapowiadał się na najnudniejszy miesiąc dotychczas, a swoimi spontanicznymi akcjami nawet wybił się na czołowe miejsca. No i takie coś mi się podoba... Trochę rozmazały mi rzeczywistość te spontany, no i studia znowu znalazły się na pytajnikowym temacie. Niby mi się chce, niby nie. Drugi semestr miał być wow - nowe przedmioty, specjalizacja, praktyki... A wyszło tak, że nawet czasu na normalne praktyki nie mam przez nasz cudowny harmonogram zajęć - a same zajęcia mam wrażenie, że prowadzone są na siłę i od niechcenia. Trochę to smutne, bo kierunek sam w sobie jest ciekawy - jakby użyć do tego większego zaangażowania byłoby całkiem nieźle... No cóż mnie to zraża okropnie i także moje chęci są znikome. Byle by zdać, że tak powiem. W drugiej szkole też mam wrażenie, że wszystko się tak spowolniło... no, ale zobaczymy jak będzie na plenerach wyjazdowych:)
Pomijając moje marudzenie, to miesiąc naprawdę pozytywny. Przyniósł mi wiele uśmiechu, samego śmiechu i wyluzowania. Jeszcze rok temu siedziałam i kułam do matury przy tym mocno narzekałam, że mój dom jest więzieniem. Hmmm chyba za miesiąc również na to będę narzekać ;) ssssessssja...
***
A co nam zapowiada maj?
17 maj - plener w Czechach. Będzie notka opisowa jak to fajnie lub niefajnie tam było.
21 maj - wyzwanie, będzie to notka dodana automatycznie (zaplanowana) albo z opóźnieniem ponieważ jestem w tym czasie na wyjeździe.
26 maj - notka opisowa z pleneru w Rumunii (21-26.05)
No i pozostałe dwie noteczki wolne, z pewnością jedna zdjęciowa. Dodatkowo maj jest miesiącem fotograficznym (miesiąc fot. w Krakowie oraz fotofestiwal w Łodzi) jeśli mi czas na to pozwoli pojawię się tu i tu. Myślę, że Łódź jednak odwiedzę dopiero w czerwcu - maj zapowiada bardzo mało wolnych weekendów. A szkoda...
No to drogi piąty miesiącu przebij kwiecień, co? :)
niedziela, 26 kwietnia 2015
ponad barierami
Godzina 00:05, 26 kwietnia 2015 roku. Jak obiecałam notka jest... I to o dziwo terminowo, żadnych przesunięć datowych, podróży w czasie i innych takich... Nie mam zielonego pojęcia co napisać - tak jak wspominałam w zapowiedzi nie jest to jakaś wybitna data. Jeśli już by tak patrzeć, datą bardziej zmieniającą mój żywot jest 22 kwiecień albo nawet zakres 22-26.04.2013. No, ale dla magii to uznałam datę 26 kwietnia. Kurde, chciałabym coś fajnego napisać, takiego przyjemnego i łatwego w odbiorze. Niestety ciężko pisać o swoich subiektywnych odczuciach. Wiadomo, że nie przeleje tego na internetowy "papier"... Mogę napisać tyle, że od tej notki z poprzedniego bloga napisanej w ten dzień nic się nie zmieniło. Za co naprawdę siebie podziwiam, bo tło i otoczenie to wciąż jest inne... Powiem tak, co można świętować dziś? To, że pokonałam siebie i swoje bariery. Piszę o tym tu wciąż i wciąż - ale to był taki dzień przełomu... Można powiedzieć, że otwarłam oczy szeroko na świat - odnalazłam to co najbardziej mnie bawi i zostawiłam tą swoją bezosobowość daleko z tyłu. Więc to świętujemy. Byle tak dalej... trzeci roku leć sobie leć...
wtorek, 21 kwietnia 2015
Wyzwania
Cześć, cześć. Tak jak napisałam w "planie miesiąca" będzie przemyślana notka. No i się za nią zabieram. Co prawda jej przemyślenie jest tylko częściowe i nie mam jej nigdzie zapisanej, ale damy radę.
Zanim się za nią zabiorę opowiem co mnie dziś podniosło na równe nogi (wydaje mi się ciekawe i dające małe nauczki). Otóż wróciłam dziś wcześnie z uczelni i poszłam spać (brak weekendu daje w kość), jak się obudziłam myślałam sobie o maju i różnych plenerach ze szkoły... Nagle przez głowę mi przeszła taka myśl: "Karolina!!! Ty nie masz paszportu" - a wyjazd jest za równy miesiąc. Podniosłam się od razu z łóżka (jakby to coś miało dać) i tak myślę, czy potrzebny jest tam paszport - żeby się upewnić zadzwoniłam do taty. Na szczęście tata tylko potwierdził, że Rumunia jest w UE i mogę spokojnie przejechać na dowodzie. Uff... Nie jest to pierwsza taka sytuacja - parę wyjazdów musiałam "odwołać" z powodu jego braku - więc i tak ten paszport wyrobię ;)
Głównym tematem notki są różnorodne wyzwania, te jutubowe, blogowe, fotoblogowe, fejsowe i inne. Sama nie wiem ile ich jest, ale na pewno mnóstwo patrząc na to ile obecnie jest mediów społecznościowych wokół nas. Niektóre te challenge są idiotyczne, a inne potrafią czegoś nauczyć albo pokazać, że czemuś się sprostało. Osobiście bawią mnie blogowe tagi - tak chyba można nazwać blogową odmianę wyzwań. Racja mają nakreślić sylwetkę piszącego, ale czasem naciąga to mocno jego prywatność... np., pokazywanie swojego domu z zewnątrz - jeśli staniesz się sławnym blogerem, to zapomnij o życiu... ludzie są sprytni i mogą zacząć Cię odwiedzać.
Są też jednak pozytywne tagi, w jednym z nich postanowiłam wziąć udział... Oczywiście będzie pod inną formą - nie wrzucane codziennie, a raz w miesiącu. Każdego 21. - lub dzień później jeśli coś się będzie odbywało ważnego w ten dzień (czyt. zaplanowana notka).
Wybrałam wyzwanie fotograficzne - ahh jakby inaczej? :D No i zaczynamy...
#1 Autoportret
środa, 15 kwietnia 2015
Drinki?
Połowa kwietnia wybiła... pora na drugą notkę. Oh jak patrzę na to jak się za te wpisy zabieram, to mam ochotę schować się i nie wychodzić - w sumie wyjdzie na to samo - czyli tak czy siak ogarniętych czasowo notek nie będzie. Wiecie co mnie przeraża? To, że w tym miesiącu mam napisać jakąś tematyczną, a nie mam zielonego pomysłu na temat... Hehe.
Co tam u mnie? Jak życie? A muszę powiedzieć, że zaskakująco super. Może to sen? Nie no myślę, że to po prostu wiosna. Wszystko się budzi do życia po tej dziwnej zimie. Tak, wiem że zima się skończyła już prawie miesiąc temu - ale tak ciepło, ciepło jest dopiero teraz! Racja, nie chodzi w tym wywodzie o temperaturę, a raczej o odczucia, uczucia, emocje itp. Muszę przyznać, że pod paroma względami mój kierunek studiów wpłynął na mnie pozytywnie. Jak poskładać te wszystkie puzzle to wyjdzie moje superowe samopoczucie.
"Konsekwencje i lód kruszymy w drinkach, gdy nadciąga maj..." piosenka odkryta chyba rok temu, a może dwa? Nie wiem, ale jest naprawdę adekwatna do wszystkiego co się dzieje teraz czy nawet działo się rok temu, no i dwa lata temu również. Chociaż te dwa lata temu to sobie jeszcze pisałam na poprzednim blogu i głównym celem były szybowcowe wiraże przeplatane z czeskimi słówkami. Dwa jakże ambitne plany, a wylądowałam i tak w Katowicach. Spoko, czeskie słówka poczekają jeszcze rok :*
Właśnie sobie zepsułam plan na inną notkę, ale nie ważne. Chyba za późno jest na to by myśleć co do czego. Taka już wiosna jest, zasiewa wśród ludzi nieogar. :)
czwartek, 2 kwietnia 2015
wtorek, 31 marca 2015
śnieżna wiosna
Marzec się kończy. Najlepszy, a za razem najbardziej pracowity miesiąc dobiegł końca. Z jednej strony fajnie, bo mogę odpocząć... a z drugiej źle, ponieważ kwiecień zapowiada się nudno.
Szkoda, że w marcu było tak mało słonecznych i ciepłych dni. Tamten rok bardziej w nie obfitował... dziś padał śnieg, złapał mnie na przystanku i musiałam chować się za maszyną do biletów. Tak kończy się jazda na jedne zajęcia. Przynajmniej dowiedziałam się, że pomnik przy którym wysiadam z tramwaju, przedstawia Redena. Lubię jak ktoś mi opowiada o historii miast...
Dzisiejsza notka jest ostatnią marcową - więc powinnam wypisać daty notek na kwiecień... Szczerze? Przeglądam mój kalendarz i nic się nie dzieje w tym miesiącu. Żadnych festiwali, do matury uczyć się nie muszę, do sesji jest jeszcze trochę czasu. Jedyną taką datą powiedzmy ważną jest 26 kwiecień, chociaż nie wiem jaką notkę dodam - bo chyba raczej nic tego nie zobrazuje. Tak więc plan na ten miesiąc będzie czysto teoretyczny:
5 notek:
- jedna ze zdjęciami
- jedna tematyczna
- 26 kwiecień
i dwie wolne na codzienne marudzenie...
czwartek, 26 marca 2015
20 lat
Dziś skończyłam 20 lat... w sumie mogłabym tak zostawić tę notkę, bo to zdanie jest dobitne samo w sobie. Niby czekałam na lata studenckie i planowałam sobie czego to nie dokonam. Heh... jestem na drugim semestrze i mam wrażenie, że nie dokonam nic w tym kierunku:) Niby to się łączy z moim hobby niby nie. Tak czy siak za dwa lata podejmę się czegoś bliższego mojej "idealnej" przyszłości.
Czytałam sobie poprzedniego bloga, a dokładnie notki z urodzin. Widać na nich jak stopniowo 'dorastałam'. W końcu pierwszą napisałam pięć lat temu, ciężko pisać poważnie w tym wieku... Licealne wpisy były już ciut poważniejsze, chociaż notki dodawałam wtedy codziennie - więc obejmowały zdarzenia typu: spóźniłam się do szkoły... (ahh abram, tak lajtowo to traktował - nawet kiedy miałam już auto;) ) Ostatnia notka urodzinowa na tamtym blogu została napisana, gdy skończyłam 18 lat. Przynajmniej używałam już znaków interpunkcyjnych, no i potrafiłam już napisać coś o odczuciach i emocjach.
Podsumowując, fajnie mieć bloga/blogi i czytać jak od głupiej małolaty zmieniłam się na marudzącą dwudziestolatkę:)
Happy b'day to me.
wtorek, 24 marca 2015
Happy B'day to "KTOŚ MI UKRADŁ NAZWĘ"!
Tak, w dniu dzisiejszym minął rok od założenia tego bloga. Szalony rok, pełny niespodzianek - pozytywnych oczywiście... nie no te inne też były.
Przejdźmy do sedna sprawy! Od tygodnia zastanawiam się jak tę notkę napisać... Rok temu opisywałam mój okropny sen; marudziłam, że nikt tego dnia mnie nie lubił; oznajmiłam, że pan S. chciał mnie zabić drzwiami. Nic takiego dziś się nie działo. Nawet zapamiętałam mój sen, ale nic nie wnosi do mojego życia... albo inaczej obudziłam się po prostu jak po większości snów. No po prostu nie ma o czym pisać. Dzień jak co dzień, więc co sprawiło, że rok temu postanowiłam założyć tego bloga? Wyjaśnieniem tego jest mój tytuł: ktoś mi ukradł nazwę. Blog miał być czysto fotograficzny, ale okazało się, że moja pierwotna bardziej kreatywna nazwa jest zajęta. Chciałam zobaczyć co za wafel mi ją 'ukradł', no i się dowiedziałam... Heh, po przeczytaniu jedynej notki, stwierdziłam heeej przecież ja też znowu mogę tak pisać. Mogę marudzić na wszystko, a i tak nikt tego nie przeczyta. No i jestem. Już rok. Jak już się tu pojawiam z chęcią napisania tej jednej z pięciu notek - patrzę z przerażeniem na statystykę, że bywają osoby które odwiedzają to. Co oni sobie biedni myślą...
Myślę, że gdyby nie tamten blog to nie pisałabym bym tu. A twórczość zniknęłaby po kilku nieudanych zdjęciach. Jednak mimo dezorganizacji i zapominania o notkach, mam czasem chęć tutaj pomarudzić i subiektywnie ocenić świat. Oby trwało to jeszcze długo, chcę pobić moje poprzednie blogowe "dzieło" (aż dziwne, że pisałam tam prawie codziennie przez trzy albo nawet cztery lata...)
No... to wszystkiego najlepszego dla: KTOŚ MI UKRADŁ NAZWĘ :)
niedziela, 22 marca 2015
Tyle czekania i ... alergia
Nadszedł w końcu dzień, w którym dodaję notkę. Oczywiście jestem tak niezorganizowana, że nawet gdy mam ustalone terminy notek to i tak zapominam... Oh. Ale koniec marudzenia.
Jak było na MFF? Hmm zacznijmy może od środy - dzień wieszania naszych prac. Jakoś wszyscy zbliżyliśmy się do siebie - była zabawa no i w sumie o taką integracje chodziło. Mam nadzieję, że jeszcze wiele takich montaży przed nami <3
W piątek o 18 było otwarcie całego festiwalu. Nie obyło się oczywiście bez pecha... począwszy od butów, które zabrała mi mama - idąc przez kontrolkę klocków hamulcowych - kończąc na zapchanym parkingu i miejscu nie wiadomo gdzie. W pierwszych sekundach festiwalu przypomniałam też sobie jak na tej sali jest gorąco. Jak to ja ponarzekać mogę - jednak to sprawa tego, iż dopadła mnie alergia i samopoczucie nie sprzyjało egzystowaniu... Aczkolwiek sam festiwal dopięty na ostatni guzik. Organizatorzy jak zawsze się spisali. Naprawdę wielkie brawa i pokłony, bo samo zaproszenie takich szych jest dość hardkorowym wyzwaniem - a co dopiero upięcie tego w te trzy dni. Niestety nie spędziłam ich tak jak chciałam przez wspominaną alergię - w sobotę większość czasu przesiedziałam nad zalewem, co również było fajne - ale heeej!!! Zalew tam jest ciągle, a festiwal raz do roku. Z tego co pamiętam rok temu miałam podobnie - jeśli chodzi o chorobę - tylko, że powodem było chodzenie w deszczu w samej marynarce... Chyba pominęłam najważniejszą rzecz, w końcu moje zdjęcia mogła podziwiać większa ilość osób <3 Myślę, że niedługo je tu wstawię (tak, tak zapełniam notki :*) i pochwalę się i tutaj!
Podsumowując moją dziwną niechronologiczną i nielogiczną wypowiedź... Festiwal na plus, czekam na kolejny... ale proszę - alergio giń!!!
niedziela, 8 marca 2015
Powrót z Niemiec
Zdjęcia wykonane z samochodu przy prędkości ponad 200km/h. Stąd ostrość taka jaka jest. Przyznam, że robienie zdjęć z okna jest ciekawą formą zajęcia czasu. W końcu osiem godzin jazdy to rzecz bardzo męcząca i nudna.
sobota, 28 lutego 2015
Maraton fotograficzny i inne sobotnie cuda
Z góry przepraszam za opóźnienie, ale napisanie trzech notek w parę dni nie należy do łatwego zadania (patrząc na moje zorganizowanie na tym blogu). Mimo iż tę notkę pisze już w marcu, to dodam z datą lutową bo taki był plan.
Byłam na maratonie fotograficznym w ramach zajęć - oczywiście gdybym miała wtedy normalne zajęcia w szkole to też bym na nim była. W sumie to nie ma tu dużo opowiadać o samym maratonie, bo szczerze mówiąc w tamtym roku lepiej się bawiłam. Wiem, że są różne gusta artystyczne, ale na niektóre zdjęcia patrzałam się ze skrzywioną buźką... Plus za pomysł, ale realizacji troszkę nie zrozumiałam. Oczywiście po za tym jednym przypadkiem reszta była wow. Szczególnie zdjęcia jednego z naszych wykładowców oraz reportaże naszego południowego sąsiada.
Najważniejszą jak dla mnie rzeczą jest to, że pokazali tam też moje zdjęcie. Tak jak napisałam parę notek wcześniej - rok temu miałam takie założenie czy marzenie. Powoli zaczynam coś tam realizować, chociaż tak patrząc na mój styl to ciężko będzie go wypracować na taki, który ludzi może zaskoczyć. Aleeee od tego mam szkołę :) A tak naprawdę strasznie fajnie jest zobaczyć swoje zdjęcie na wielkim rzutniku i mieć świadomość, że widzi je z setka osób (nie wiem ile tam ich było :D). Takie coś daje wielkiego kopa, ogromną motywacje do dalszego działania. Niesamowite uczucie, naprawdę. Pisząc to mam ochotę nagrać swoje słowa i zamienić blog w vlog'a - ale powtarzam: nie jestem medialna. Musicie uwierzyć i wyobrazić sobie z jaką pasją (?) i radością to piszę.
***
To tyle, a teraz obiecana marcowa rozpiska:
22 marzec - relacja z MFF
24 marzec - rocznica bloga
26 marzec - urodziny
Pozostałe dwie notki są wolne, chociaż 4 marca wyjeżdżam do Niemiec - więc MOŻE też jakaś relacyjka się pojawi.
piątek, 27 lutego 2015
nie ma tytułu
I wanna say the things that I was scared to,
Shout them high see where they fall,
Let them make no sense and never care at all...
czwartek, 26 lutego 2015
Ważne daty - czyli na co czekam
Kurde, ciężko jest utrzymać te pięć notek w miesiącu - zwłaszcza, jak nie mam czasu ani chęci na pisanie. W zasadzie to też nie ma tematów. Dodam te trzy notki, bo jak już tak postanowiłam... Ale rozdzielę jedną notkę na trzy. Czyli zamiast trzech części jednej notki, będą osobne.
Tutaj rozpiszę może jakieś większe daty i terminy, na które czekam (końcówka lutego/marzec). A więc pierwszą z nich jest ta sobota (28.02), maraton fotograficzny - jedna z szans pokazania mojego zdjęcia. Co ciekawe, gdy byłam rok temu na poprzedniej edycji postanowiłam sobie, że będą kiedyś tam i moje zdjęcia. Cel zaliczony, może nie zupełnie, ale jednak się liczy. O tym będzie osobna notka, już chyba piąta - ostatnia lutowa.
Kolejną datą, na którą czekam jest 4.03 - lecę na 'urlop' czterodniowy do Niemiec. Bardzo potrzebna mi przerwa i chwilowa zmiana środowiska. A że co roku latałam sobie do Niemiec, to dlaczego w tym roku ma być inaczej? Nieobecności jakoś odrobię :) + w końcu jakieś zdjęcia na wyjeździe!
Potem czeka mnie tydzień nudów zarówno na uczelni jak i policealnej, chyba nic się nie dzieje. Dopiero następny weekend jest tym "upragnionym". MFF w Rybniku - kolejna okazja na pokazanie moich zdjęć na wystawie grupowej. Również na zeszłorocznym festiwalu do listy marzeń dodałam wystawę tam... Nie jest źle jakoś zaczynam się realizować - a co najważniejsze nie tracę ambicji.
Do wyczekiwanych dat należy dodać 24 i 26 marca. 24 marca założyłam tego bloga, więc wypadałoby napisać coś rocznicowego, radosnego i przemyślanego. No, a 26 marca są moje urodziny. Nie byle jakie, bo dwudzieste. Koniec bycia nastolatką się zbliża.
Chyba wymieniłam już wszystkie wyczekiwane daty, mój kalendarz nic innego nie ukazuje. Jednak jeśli by coś jeszcze było zrobię EDIT i dopiszę. A póki co narazie i do następnej notki! :)
EDIT
Wpadłam na ciekawy pomysł, który ułatwi oraz wprowadzi więcej ogarnięcia w blogowanie. Oto powyższe ważne daty będą podstawą do pisania notek czyli w te dni (które będę wypisywać zawsze w ostatniej notce miesiąca - tu wyjątkowo jest w trzeciej) obowiązkowo pojawi się wpis. Akurat w marcu są to trzy dni. Także trzy notki są już mniej więcej zaplanowane, a dwie pozostają wolne na jakiś przemyślany temat, zdjęcie lub spontaniczną notkę + pod ostatnią ważne dni kolejnego miesiąca. Czy do tego się zastosuje nie wiem. Brzmi ciekawie póki co, ale nie zapominajmy, że wszystko zależy od tych dat... A np kalendarz na kwiecień póki co jest pusty.
Myślę, że marcowe daty podam ładnie rozpisane jeszcze raz w ostatniej notce. Tak żeby już wprowadzić ten schemat. To tyle edytowanych informacji na dziś. Dziękuję.
EDIT
Wpadłam na ciekawy pomysł, który ułatwi oraz wprowadzi więcej ogarnięcia w blogowanie. Oto powyższe ważne daty będą podstawą do pisania notek czyli w te dni (które będę wypisywać zawsze w ostatniej notce miesiąca - tu wyjątkowo jest w trzeciej) obowiązkowo pojawi się wpis. Akurat w marcu są to trzy dni. Także trzy notki są już mniej więcej zaplanowane, a dwie pozostają wolne na jakiś przemyślany temat, zdjęcie lub spontaniczną notkę + pod ostatnią ważne dni kolejnego miesiąca. Czy do tego się zastosuje nie wiem. Brzmi ciekawie póki co, ale nie zapominajmy, że wszystko zależy od tych dat... A np kalendarz na kwiecień póki co jest pusty.
Myślę, że marcowe daty podam ładnie rozpisane jeszcze raz w ostatniej notce. Tak żeby już wprowadzić ten schemat. To tyle edytowanych informacji na dziś. Dziękuję.
poniedziałek, 16 lutego 2015
Cofnij czas, przeżyj to jeszcze raz ...
Ohoho dawno takiej notki tu nie było :) W zasadzie to chyba tylko w pierwszej (na obecnym blogu) się taki wątek pojawił. Pora więc na kolejną! Otóż w inspiracją do napisania dzisiejszej notki jest mój sen. Jakże dziwny, ale po części też ciekawy sen. Posiadałam fajną moc, a dokładnie cofanie czasu (być może to przez gejmpleje Bartka...). Ratowałam ludzi i siebie, ale po tym całym śnie mam wrażenie, że inna osoba też posiadała tę moc. Dziwne to wszystko było... najśmieszniejsze jest to, że podobny sen już miałam, bez posiadanej mocy. Jednak i miejsce i ludzie ci sami. Do czego zmierzam? A no do tego, że chciałabym mieć taką moc. Może i są tego konsekwencje (w śnie też były), ale czasem jest potrzeba naprawienia jakiś błędów. W moim przypadku przeżycia niektórych momentów raz jeszcze. Fajnie...
No ale ... mocy takiej nie posiadam i raczej nie będę posiadać, więc trzeba przystosować do rzeczywistości. A ta rzeczywistość po zdanej sesji i zaliczeniach fotograficznych jest piękna. Szkoda tylko, że od środy zaczyna się już nowy semestr... Już dziś wiem, że ostatnie dni tygodnia roboczego będą należały do tych z wieloma nieobecnościami (piątek zajęcia do 19...) - połączenie dwóch szkół i życia prywatnego jest ciężkie.
sobota, 7 lutego 2015
Rozdział 2, pozostało 10 ...
My one heart hurt another,
So only one life can't be enough,
Can you give me just another,
For that one who got away...
No to... LUTY,
rozdział drugi z dwunastu.
W poniedziałek filozofia podejście trzecie,
a potem już będzie pięknie...
sobota, 31 stycznia 2015
Przypadek? Nie sądze
Tak jak wspominałam w poprzednim poście pora na jakąś przemyślaną notkę. Dawno tu tego nie było, a nawet mogę powiedzieć że od początku istnienia tego bloga. Chociaż sama nie wiem, zależy jak na to patrzeć.
Temat o którym będę dziś pisać podrzucił mi P., cóż to jest? No tak, pewnie się domyślacie już po tytule tej notki... PRZYPADEK. Czy w ogóle istnieje coś takiego? Może zacznę od tego, że należę do tych osób, które wierzą w przeznaczenie. Nie raz już mnie 'hejcono', że wierzę w zabobony i jestem po prostu głupia. Ale heeeej, spójrzcie na siebie (osoby które mi to wytykały) - nie wierzycie w nic i również nic ze swoim życiem nie robicie... czekacie na gotowe, powodzenia.
Wiara w przeznaczenie w sumie odrzuca takie pojęcie jak przypadek. No bo nic się nie dzieje przez przypadek, wg mnie. Każde zdarzenie, dobry czy zły wybór do czegoś prowadzi. "Nie ma złego, co by na dobre nie wyszło" - przyznam, że wiele razy klęłam na los o jakieś pierdoły ("oh mogłam tego nie robić; co ja zrobiłam, to wszystko przez...") obydwa blogi są najlepszym przykładem na to. Tylko gdyby nie tamte sytuacje nie byłabym zapewne taka jaka teraz jestem. Myślę, że właśnie te "przypadki" są specjalnie poukładane tak, aby w końcu było dobrze. Oczywiście, że wszystko zależy od podejścia... a podejście zależy od danych sytuacji, milion razy to już przerabiałam. Od zawsze byłam wielką pesymistką, jednak z czasem to się zmniejszało i zmniejsza nadal. Wszystko jest gdzieś zapisane (jak to moja mama mówi), każdy nasz ruch, nasze decyzje i postanowienia. Trochę jak kolejka zadań w Simsach. Możemy mówić, "ahahahaha losie przechytrzę cię - zrobię inaczej". A tak naprawdę tylko się dostosowaliśmy, jesteśmy tym kim jesteśmy i raczej przeciwstawiając się światu nie zmienimy się na lepsze. Trzeba walczyć o swoje, ciężko pracować i uczyć się życia - tak żeby całe te nasze doświadczenie przekazać naszym dzieciom.
środa, 28 stycznia 2015
Nieskazitelna biel
Nie wiem czy to zauważyliście, ale bardzo często używam na tym blogu nazw kolorów. Każdy wymieniony (w sumie to chyba były tylko dwa i na poprzednim blogu jeszcze jeden) ma dla mnie ogromne sentymentalne znaczenie. Trochę to wyda się dziwne, bo np. moje zdjęcia wolę w odcieniach szarości. No, ale to powiązania ze sobą nie ma. Kolory które widzę, które uwielbiam zawsze z czymś identyfikuje. Jedne mają znaczenie, które można znaleźć spokojnie na internetach - a inne mają je nadane przeze mnie. Teraz do tej paczuszki barw dołączyła nowa. Biel - z czym może się kojarzyć? Z pokojem, zgodą, czystością. Oj zgadzam się z tym, no może nie w stu procentach - ale to pierwsze znaczenie chyba jest prawidłowe. Biała biel, ładnie brzmi (wiem, że nie powinno się tej formy używać - ale jak widać na blogu używam wielu dziwnych form i odmian... wszystko specjalnie) oh i ma kolejne znaczenie, przypomina mi o sobotnim egzaminie z podstaw fotografii. Muaaaah, pozdrawiam serdecznie...
***
A teraz tak organizacyjnie, w roboczych czeka już tematyczna notka. Taaaak jest! Styczeń będzie mieć równe pięć notek, dokonałam tego...
Co u mnie? Oj ciężko, sesja, egzaminy, zaliczenia. Wszystko na raz. Jedynie dziś dzień wolny, spędzony na studio - zadanie na techniki fot. się same nie zrobi, a szkoda bo studio dla mnie to ogromne zło.
W lutym szykuje się parę ciekawych spraw, o których na pewno tu napiszę - pochwalę się itd., potem marzec też pełen ciekawych rzeczy (nie, moje urodziny do nich nie należą...) między innymi rocznica bloga, także wracam do tych pięciu notek na miesiąc. Póki dzieje się coś to jest dobrze, bo pisanie ciągle o moich monotonnych dniach nie jest fajne.
to tyle na dziś, dobranoc.
środa, 21 stycznia 2015
filozofia życia ... i kolokwium.
Muszę uczyć się filozofii na jutrzejsze kolokwium, ale oczywiście biorę się za wszystko tylko nie to co trzeba. Postanowiłam więc napisać. Tak jak było to jakoś niecały rok temu z matmą. Chciałam napisać jakąś przemyślaną i ogarniętą notką. Mam już nawet temat, ale chyba będzie on w następnym wpisie... Że tak powiem, jeszcze do końca jej nie stworzyłam w swojej głowie. To wszystko przez to, że tak rzadko tu piszę. Chociaż system pięciu notek na miesiąc wg mnie jest idealny. Nie za mało, nie za dużo.
Byłam dziś w moim starym liceum na studio. W sumie przypomniałam sobie jak przez te trzy lata było fajnie. No przede wszystkim beztrosko... tęsknię za tym wszystkim. Milion razy narzekałam na tym blogu (albo na poprzednim) na rutynę, a teraz mi tego brakuje. Wszystko było takie poukładane, wiedziałam kiedy, co i jak... Taka życiowa kalkulacja można by powiedzieć, no ale udana. Wchodząc na studio poczułam zapach ciemni, inni powiedzą: bleh, fuj, meh, jak można z tym mieć dobre wspomnienia?! - a ja odpowiem, czemu nie? Tyle tam przesiedziałam w trzeciej klasie, że teraz tego brakuje. Jasne, że nie patrzę przez pryzmat pracy, ale dobrej zabawy - tak to traktowałam, poważniej zaczęłam dopiero jak miałam sama przygotować chemię. No i na pewno mówię tak przez to, że to wszystko teraz ma inny wydźwięk i dobre wspomnienia są jeszcze lepsze.
dobra, bo filozofia wzywa,
ciąg dalszy może będzie,
postaram się to edytować i dodać coś więcej.
a teraz teleportacja na inną kartę przeglądarki.
niedziela, 18 stycznia 2015
śnieg w zimę? no nie ...
Cześć wszystkim, cześć sobie - chyba ta druga forma brzmi bardziej odpowiednio. A może jednak ktoś mnie tu śledzi? Tak czy owak - czas na notkę. Jest zimowa niedziela - taka ze śniegiem (aż to zdanie wyróżnię, bo przedwczoraj było 15 stopni). Cóż ciekawego robić w taki dzień? Hmmm, słodkie lenistwo przeplatane z nauką i planowaniem zadania na techniki fot. - co też można zaliczyć do nauki. Szczerze? Myślałam, że internet odwali za mnie robotę i ukaże mi zdjęcie jak ustawić te przeklęte lampy (fizycznie ustawić, nie ekspozycje itd.). Oczywiście, że teraz teoretycznie nie muszę tego rozumieć - ale chcę!!! Także co ogarniam sama to zrobię, a co nie to poproszę o rozrysowanie.
Jak już jesteśmy przy temacie foto, to przyznam szczerze, że ostatnio mało robię. W tamtym roku miałam jakąś większą motywację. Ale spójrzmy prawdzie w oczy ... do szkoły robiłam tyle co nic, a swój wolny czas spędzałam albo na pracowni foto (nie zawsze pracując, ale jednak!) albo w plenerze szukając magii w zwykłych rzeczach. Teraz siedzę i uczę się biliona dziwnych rzeczy. Kiedy mam wolne oczywiście staram się gdzieś iść, no ale teraz gdy mam wolne to też pierwszeństwo mają inne sprawy. Aż to podsumuję hasztagowo... #nonieźle.
Co do tych uczelnianych spraw... Póki co idzie ładnie, ale zbliżają się najgorsze egzaminy - szczególnie ustny ze społecznych uwarunkowań języka. Jak wiecie z poprzednich notek, z tym mam największy problem. Jak jest stres to nawet zdania nie potrafię ładnie sklecić. No, ale trzeba przeżyć nie wymagam tu jakiś ocen wygórowanych. Tym razem trzy wystarczy. :)
Dobra to tyle na dziś, pamiętajcie - jeszcze 3 notki styczniowe się tu pojawią! Postaram się w miarę terminowo je dodać, a nie z "cofaniem" czasu. Tak, czasem tak robię! ;)
poniedziałek, 12 stycznia 2015
2015!!!!
Cześć, witam, dobry wieczór! Długo mnie nie było, wiem i przepraszam. Cóż musiałam sobie w główce poukładać parę spraw. Mam nawet w wersjach roboczych jedną notkę, którą chciałam dodać - ale wolę to opisać wszystko tutaj. Razem z podsumowaniem mojego 2014 roku. Spokojnie nie będzie długie ;). Zacznijmy jednak od tego co dzieje się teraz, bo dzieje się dużo. No nareszcie czuję, że żyję i podoba mi się wszystko dookoła. Wyjątkiem jest zepsuty tramwaj, ale po za tym nawet deszcz sprawia, że się uśmiecham. Uwolniłam się od bardzo przytłaczającej sprawy i szczerze? Najlepszy wybór w moim życiu... Jeśli mam spędzać dnie, tygodnie, miesiące, a może nawet lata próbując zmienić jakąś osobę, to wolę odpuścić... Co jest trochę dowodem na to, że w jakimś stopniu jestem głupia - ponieważ próbowałam dokonać niemożliwego. No cóż, na błędach się uczymy - tak też zrobię!
Nie wiem czy narzekałam tu na studia, a jeśli tak to hmmm myliłam się. Nie będę zmieniać ich tylko po to bo parę przedmiotów mi się nie podoba. Zmieniać tryb na ścisły po roku czystej humanistyki? Być może najgorszy błąd. Oczywiście sesja się zbliża dopiero, ale są poprawki - spokojnie.
Dobra, dobra planuję na styczeń 5 notek, więc reszta informacji później!
***
2014? Najwspanialszy rok w całym moim dotychczasowym życiu! Dlaczego tak sądzę? A już odpowiadam, rozpoczęłam walkę ze swoimi słabościami. Czy wygrałam? Myślę, że w ponad połowie przypadków dopięłam swego. Pokonałam swój strach, przykładem może być matura ustna (jeden z wielu przykładów, stres pojawiał się bardzo często - pocieszające jest to, że zawsze stawałam do walki z nim, nigdy nie rezygnowałam). Zdobyłam najlepsze znajomości, które przyczyniły się do mojego obecnego szczęścia (to też nie było łatwe, ale "nieświadomie dawałam jakieś znaki"(?). Tak, też tego nie rozumiem, bo chyba byłam taka jak zawsze, ale okej :D). Spędziłam dwa miesiące w UK, zmieniając całe życie o 180 stopni. Rozpoczęłam studia i szkołę policealną (była obawa czy to połączę). Można też dodać, że przestawiłam się na tryb oszczędzania i zarobiłam na parę potrzebnych w fotografii rzeczy.
Tak jak mówiłam jak najbardziej skrótowo, bo nie ma potrzeby opisywać po kolei miesięcy. Bywały lepsze gorsze. Jednak suma wszystkich dała wynik na plusie. Teraz proszę o taki sam albo lepszy 2015 :)








