Nadszedł w końcu dzień, w którym dodaję notkę. Oczywiście jestem tak niezorganizowana, że nawet gdy mam ustalone terminy notek to i tak zapominam... Oh. Ale koniec marudzenia.
Jak było na MFF? Hmm zacznijmy może od środy - dzień wieszania naszych prac. Jakoś wszyscy zbliżyliśmy się do siebie - była zabawa no i w sumie o taką integracje chodziło. Mam nadzieję, że jeszcze wiele takich montaży przed nami <3
W piątek o 18 było otwarcie całego festiwalu. Nie obyło się oczywiście bez pecha... począwszy od butów, które zabrała mi mama - idąc przez kontrolkę klocków hamulcowych - kończąc na zapchanym parkingu i miejscu nie wiadomo gdzie. W pierwszych sekundach festiwalu przypomniałam też sobie jak na tej sali jest gorąco. Jak to ja ponarzekać mogę - jednak to sprawa tego, iż dopadła mnie alergia i samopoczucie nie sprzyjało egzystowaniu... Aczkolwiek sam festiwal dopięty na ostatni guzik. Organizatorzy jak zawsze się spisali. Naprawdę wielkie brawa i pokłony, bo samo zaproszenie takich szych jest dość hardkorowym wyzwaniem - a co dopiero upięcie tego w te trzy dni. Niestety nie spędziłam ich tak jak chciałam przez wspominaną alergię - w sobotę większość czasu przesiedziałam nad zalewem, co również było fajne - ale heeej!!! Zalew tam jest ciągle, a festiwal raz do roku. Z tego co pamiętam rok temu miałam podobnie - jeśli chodzi o chorobę - tylko, że powodem było chodzenie w deszczu w samej marynarce... Chyba pominęłam najważniejszą rzecz, w końcu moje zdjęcia mogła podziwiać większa ilość osób <3 Myślę, że niedługo je tu wstawię (tak, tak zapełniam notki :*) i pochwalę się i tutaj!
Podsumowując moją dziwną niechronologiczną i nielogiczną wypowiedź... Festiwal na plus, czekam na kolejny... ale proszę - alergio giń!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz