środa, 21 stycznia 2015

filozofia życia ... i kolokwium.

Muszę uczyć się filozofii na jutrzejsze kolokwium, ale oczywiście biorę się za wszystko tylko nie to co trzeba. Postanowiłam więc napisać. Tak jak było to jakoś niecały rok temu z matmą. Chciałam napisać jakąś przemyślaną i ogarniętą notką. Mam już nawet temat, ale chyba będzie on w następnym wpisie... Że tak powiem, jeszcze do końca jej nie stworzyłam w swojej głowie. To wszystko przez to, że tak rzadko tu piszę. Chociaż system pięciu notek na miesiąc wg mnie jest idealny. Nie za mało, nie za dużo. 

Byłam dziś w moim starym liceum na studio. W sumie przypomniałam sobie jak przez te trzy lata było fajnie. No przede wszystkim beztrosko... tęsknię za tym wszystkim. Milion razy narzekałam na tym blogu (albo na poprzednim) na rutynę, a teraz mi tego brakuje. Wszystko było takie poukładane, wiedziałam kiedy, co i jak... Taka życiowa kalkulacja można by powiedzieć, no ale udana. Wchodząc na studio poczułam zapach ciemni, inni powiedzą: bleh, fuj, meh,  jak można z tym mieć dobre wspomnienia?! - a ja odpowiem, czemu nie? Tyle tam przesiedziałam w trzeciej klasie, że teraz tego brakuje. Jasne, że nie patrzę przez pryzmat pracy, ale dobrej zabawy - tak to traktowałam, poważniej zaczęłam dopiero jak miałam sama przygotować chemię. No i na pewno mówię tak przez to, że to wszystko teraz ma inny wydźwięk i dobre wspomnienia są jeszcze lepsze. 


dobra, bo filozofia wzywa, 
ciąg dalszy może będzie, 
postaram się to edytować i dodać coś więcej. 
a teraz teleportacja na inną kartę przeglądarki. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz