wtorek, 13 maja 2014

więzienie zwane domem

O już 13 maj... Wow, jak to ładnie zleciało. Przede wszystkim ten czas matur, ale ten czas zwykły (albo niezwykły) też. Hmm... Nie wiem jak to skomentować, czuję się jakbym była 4524856km po za Polską. Tak jakbym nie mogła wrócić. Okropne uczucie, nie polecam. Czekam do czerwca i wracam z wielkim boom. 
Co do matur pisemnych, to chyba zdane. Chociaż nie wiem ... matma na pewno, angol na pewno, nawet rozszerzenie. Tylko nie wiem jak z polskim - czy trafiłam w ten klucz? Kurde, jeszcze czeka mnie ten ustny. Za równy tydzień, ja się boję, że sobie nie poradzę. A z czym? Z samą sobą. Ze stresem. To takie okropne, nienawidzę mówić czegoś tak oficjalnie. Już wolę ten angielski. 

Ciekawostka na dziś ... w 5 minut zebrałam się z domu żeby pojechać do szkoły odwieźć konspekt. Jechałam jak idiota, wkurzałam się na korki dużo gorzej niż zwykle. W sumie to nawet nie wiem czemu się tak spieszyłam. Nie było po co. Chyba, że dla czerwieni się powinno spieszyć. Co ja w ogóle mówię, nie wiem czy przez to siedzenie w domu już mi całkowicie odwaliło. Chociaż patrząc na moją podświadomość to chyba dawno jej już odwaliło, ale zazwyczaj ją trzymam przywiązaną na smyczy. A zrywa się tylko gdy nie ma konkurencji. Śmieje się sama do siebie, sama z siebie, sama do siebie. Jezu, chcę już wyjść z tego więzienia zwanego domem. 


ciao. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz