Jest po północy, a ja nie śpię. O, jutro szkoła? Aaaa nie! Otóż w piątek ją skończyłam- oficjalnie jestem absolwentką Abrama. Wyśpię się. W sumie i tak bym się wyspała, bo w poniedziałki miałam na 13. Szczerze? Już tęsknię za tą rutyną. Niestety, nic z tym już nie zrobię. Ciężko zamienić świadectwo z wyróżnieniem na niezdanie. Ja tu tak z żartami, a teraz serio... za tydzień matura. Nie wiedziałam, że to tak szybko zleci. Pamiętam pierwszy wrzesień, ciągle się mówiło - aaa to jeszcze tyle czasu ... tak naprawdę to zleciało mi to szybciej niż wszystkie inne lata.
Może tak w skrócie opowiem dzień zakończenia. Myślałam, że będę płakać - nie płakałam. Jakoś myśl, że to koniec przyszła dopiero, gdy wróciłam do domu. Dzień zaczął się bardzo śmiesznie. Do tego jeszcze wszystkie miejsca parkingowe pod szkołą były zajęte ... Musiałam zaparkować za szkołą i lecieć w szpilkach. Najśmieszniejsza rzecz? Pierwszego września podjechałam do szkoły w tym samym czasie co pan S., no i w dzień zakończenia zrobiłam dosłownie to samo. Oczywiście nie specjalnie, nie mam jakiś GPS'ów pozakładanych. No szpiegiem nie jestem, prawda? Skojarzyło mi się to z taką klamrą (maturka za tydzień! trzeba używać takich słów), jak zaczęłam - tak skończyłam. A co dalej, hmm... weszłam do szkoły taka nieogarnięta, nie wiedziałam o co wszystkim chodzi - laski latały z kwiatkami; drugie klasy biegały jak poparzone dopracowując nasze zakończenie. Ciągle słyszałam: Karolina! Pani jakaś tam cię woła; Karolina! Co z naszym filmikiem?! - nie wiedziałam co się dzieje, chciałam załatwić rzecz najważniejszą i mieć święty spokój. Więc jak to ja olałam wszystko i poszłam na foto wręczyć mój prezent.
Później akademia, idąc po świadectwo się nie zabiłam! - wyczyn nr 1. Jakieś quizy, sratytaty i brak naszego filmiku. No może i dlatego się nie popłakałam, nie czułam tej atmosfery... W klasie nudy, jakaś ankieta ... oczywiście komp nie umiał odtworzyć filmiku. No to Karolina leci do klasy obok (biegnąc nie zabiłam się! - wyczyn nr 2), na szczęście miała tam najpozytywniejsza osoba dnia i pozwolił mi puścić ten filmik. No i to w sumie koniec. Potem tylko rozmowy ze znajomymi. Uwierzcie, że to wszystko nie trwało tak krótko jak może się wydawać. W domu byłam chyba po 16 ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz