Bardzo dziwny dzień. Zacznijmy od tego, że musiałam (no dobra chciałam) nastawić budzik na 6:25 ... Wstawanie o tak wczesnej porze po długiej przerwie to dopiero wyczyn. Ale no spoko budziłam się chyba z pięć razy przed tym budzikiem. Wstałam, umyłam się, ubrałam się. Szkoda tylko, że czułam się jak zombie. Wszystko mnie bolało, ale mimo to pojechałam do szkoły. Co z tego, że prawdopodobnie moja podróż w obie strony była dłuższa niż sam pobyt ... Prawie się zabiłam schodząc po schodach, nie mam pojęcia zielonego po co w ogóle wychodziłam do góry ... no potem to już było fajnie, pomijając moje samopoczucie. Podróż powrotna, korki korki i jeszcze raz korki, a do tego dawka bólu głowy. Mimo to jechałam z uśmiechem- organizmie drogi, nigdy cię nie zrozumiem. Przyjechałam do domu, ubrałam gatki z piżamy i poszłam spać. Gdy się obudziłam miałam wrażenie, że to wszystko było snem. Na szczęście to nie był sen chociaż wrażenie pozostaje. Oh dobrze, że to ostatni dzień wstawania tak wcześnie. Nie, nie dobrze ... Co ja w ogóle mówię. Nie mam do tego wszystkiego już siły. Jutro zakończenie, potem matura i amen - nie poradzę sobie, nawet nie wiem jakbym chciała to nie dam rady.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz