czwartek, 14 sierpnia 2014

dwa tryby

Jak to jest wracać do rzeczywistości? Nie wiem, dowiem się za 9 dni. Mam już jednak przebłyski tej szarości dnia codziennego. Podsumujmy więc ... teraz z zewnątrz jestem najszczęśliwszym człowiekiem, powiedzmy iż jest to moje liverpoolskie ja. Szalone i inne niż zawsze... ale wewnątrz? Spójrzmy prawdzie w oczy, gdy wrócę do Polski nie będę mieć nikogo kto mnie wysłucha. Nie wiem jak, ale nie będąc nawet w kraju straciłam dwie najważniejsze osoby. Zawsze sobie powtarzałam spoko ja nie potrzebuje tego żeby ktoś mnie wysłuchał, daję sobie radę ze wszystkim sama. Tak się składa, że nieświadomie jednak to robiłam i dopiero teraz, kiedy potrzebuje tej "mentalnej" pomocy, to zauważyłam. Bezustannie myślałam, że jak będę się starać i w ogóle, to będę dla tych osób coś znaczyć - polubią mnie, zaakceptują. Jednak chyba się przeliczyłam... Jestem tutaj i patrzę jak wszystko się rozpada i nie mogę nic zmienić. A na moim pięknym Śląsku czekają na mnie tylko rodzice. Powinnam napisać poradnik jak zepsuć sobie życie w dwa miesiące. Pierwszym rozdziałem będzie, wyjazd za granicę. 

Tutaj za to jest inaczej, na co dzień nie ma czasu na myślenie o tym co napisałam wyżej. Oczywiście wieczorami czasem przychodzą takie momenty i zachwiania; co będzie potem, itd. itp. Jednak częściej myślę o tym co ubrać i jaka będzie pogoda. Uśmiecham się i czuję się wolna od problemów, staram się nie patrzeć na to jak bardzo dobra przeszłość odpływa... To, że dziś przyszedł taki moment nie znaczy, że jutro będę płakać i marudzić. O nie ... Będę się cieszyć uśmiechem P., głupimi przypadkami i śmiać się z tego, że nadal nie nauczyłam się z której strony jeżdżą samochody. Takie jest to brytyjskie życie i tak zakończę te dzisiejsze marudzenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz