niedziela, 31 sierpnia 2014

nuty wspomnień

Nie wiem jak się zabrać za tą notkę, ale ta piątka przy prawie każdym miesiącu wygląda tak ładnie, że postanowiłam przelać moje nieogarnięte myśli na ekran komputera. Ale ostrzegam, bo NIEOGARNIĘTE znaczy bardzo chaotyczne. 

Jaką rolę pełnią w moim życiu zdjęcia? Jeżeli myślicie, że to źródło wspomnień to się bardzo mylicie. Ok, przypominają mi jakieś wydarzenia, ale nie dodają prawdziwych emocji i odczuć tamtych momentów. Więc co jest tak naprawdę dobrym źródłem wspomnień Karoliny? Muzyka. Nic innego nie potrafi stworzyć wizji wspomnień tak, jak robi to muzyka. W nutach zapisane są moje najważniejsze momenty. Oczywiście teraz słucham wszystkiego z UK. Z każdą kolejną sekundą piosenek Alt-J albo M83 widzę to co miałam przed sobą dwa miesiące. Każdy krok, uśmiech, uciekające minuty, skrzyżowanie, uniwersytet, pustą drogę. Dzięki tym utworom mogę sobie to odtwarzać i wracać do mojego Liverpool'u. A kiedy na odtwarzaczu kliknę dalej mogę posłuchać czegoś co kojarzy mi się z minionym rokiem. To niesamowite jak mózg zapamiętuje wydarzenia i zapisuje emocje. Wyobraźcie sobie takie archiwum pełne wspomnień otagowanych utworami muzycznymi. Cudowne. 
Chyba jakoś dwa lata temu pisałam o czymś takim na poprzednim blogu. Co prawda do tamtych chwil nie chce wracać i nie umiem już słuchać piosenek z tamtego okresu, ale no cóż... pisałam wtedy, że wraz z melodią w uszach potrafiłam odtworzyć nie tylko obraz, również zapach, smak. No i tak jest do dziś. Na pewno dużo osób tak ma... więc się nie martwię ani nie cieszę, że jestem sama ;)

Powinnam iść spać. (Jutro po raz pierwszy od dwóch miesięcy jadę do mojego liceum odebrać nagrodę... Nie chce mi się bardzo, ale i tak kiedyś bym musiała to zrobić... przy okazji pozałatwiam rzeczy 'niepozałatwiane' <haha>) Jednak spać odkąd wróciłam nie potrafię. Myślę, że jestem robotem... Nie wiem jak człowiek może żyć dziennie z 2h snu. Nawet wczorajsza dziesięciogodzinna praca na szpilkach nie sprawiła, że szybko zasnęłam. 

wtorek, 19 sierpnia 2014

Chciałabym ...

Czasem przychodzi taki czas w naszym życiu, że chcemy czegoś więcej... Będąc w liceum chciałam iść na studia by ruszyć do przodu z fotografią. Kończąc liceum chciałam cofnąć rok do tyłu, bo zabrało mi czasu. Wyjeżdżając tu chciałam jak najszybciej wrócić, a zbliżając się ku końcu pobytu myślę jak nie wracać. Chciałabym mieć takie życie jak Phil, takich przyjaciół jak on, spotykać się co tydzień w miejscu którego nazwy dalej nie pamiętam i wygłupiać się nie patrząc na to co będzie dalej. Jednak nie da się mieć wszystkiego i ciężko jest się dostosować do czyjegoś stylu życia w moim przypadku tego brytyjskiego. Innymi słowy oni tu dorastali, a ja mieszkam tylko dwa miesiące - dopasowanie się to mission impossible. Nie rzucę wszystkiego w Polsce (np. "darmowych" studiów) by żyć i uczyć się tu za £9000. Pewnie po jakimś czasie chciałabym wrócić do mojego polskiego życia. Ciężko jest dokonywać wyboru po dwóch miesiącach, a raczej kilku tygodniach z zegarkiem w oczach. Za dużo razy zbyt szybko i bezsensownie decydowałam. Nic nie jest stałe w życiu jak to mówił M. Chociaż czasem warto ryzykować to w moim przypadku kończy się to źle. Póki co jest to dla mnie czysta zabawa, bo nie muszę zarabiać na te moje chciałabym. Jednak są ludzie, którzy sami zarabiają sobie np. na w/w naukę w LJMU albo innym tego typu uniwersytecie. Pewnie takie osoby powiedziałyby chciałbym mieć tak jak ty i uczyć się prawie za darmo (nie porównuję prestiżu uczelni). 

Będąc tutaj na wyspach jakoś nauczyłam się życia, naprawdę. Przed wyjazdem sądziłam, że oprócz angielskiego żadnych profitów z tego nie będzie. Jednak poznałam zajebiste osoby, poznałam Phil'a - z którym mam nadzieje będę mieć dalej kontakt i to nie tylko na skypie. Mogłabym tu wymieniać wszystkie osoby za co im dziękuję i w ogóle, ale jeszcze o kimś zapomnę i co będzie? Tak naprawdę każdy kogo tutaj spotkałam zainspirował mnie do życia. Może i nie będę mieć takich przyjaciół jak Phil i może nie będę co niedziele odwiedzać Croxteth Lodge, ale mogę odwiedzać Żabie Doły z moimi przyjaciółmi. A zamiast studiować na LJMU, będę uczyć się na Uniwersytecie Śląskim. Być może kiedyś wyprowadzę się do UK, ale na razie poprowadzę swe życie tak by nie jechać tu za pieniądze rodziców. 

Powinnam napisać tego typu notkę w piątek w nocy albo w sobotę przed wylotem, jednak do tego czasu pewnie zapomniałabym co chcę napisać. Dawno nie było takich przemyślanych notek przez co blog wydawał mi się taki jak poprzedni - jednym słowem wielkie NIC. 

czwartek, 14 sierpnia 2014

dwa tryby

Jak to jest wracać do rzeczywistości? Nie wiem, dowiem się za 9 dni. Mam już jednak przebłyski tej szarości dnia codziennego. Podsumujmy więc ... teraz z zewnątrz jestem najszczęśliwszym człowiekiem, powiedzmy iż jest to moje liverpoolskie ja. Szalone i inne niż zawsze... ale wewnątrz? Spójrzmy prawdzie w oczy, gdy wrócę do Polski nie będę mieć nikogo kto mnie wysłucha. Nie wiem jak, ale nie będąc nawet w kraju straciłam dwie najważniejsze osoby. Zawsze sobie powtarzałam spoko ja nie potrzebuje tego żeby ktoś mnie wysłuchał, daję sobie radę ze wszystkim sama. Tak się składa, że nieświadomie jednak to robiłam i dopiero teraz, kiedy potrzebuje tej "mentalnej" pomocy, to zauważyłam. Bezustannie myślałam, że jak będę się starać i w ogóle, to będę dla tych osób coś znaczyć - polubią mnie, zaakceptują. Jednak chyba się przeliczyłam... Jestem tutaj i patrzę jak wszystko się rozpada i nie mogę nic zmienić. A na moim pięknym Śląsku czekają na mnie tylko rodzice. Powinnam napisać poradnik jak zepsuć sobie życie w dwa miesiące. Pierwszym rozdziałem będzie, wyjazd za granicę. 

Tutaj za to jest inaczej, na co dzień nie ma czasu na myślenie o tym co napisałam wyżej. Oczywiście wieczorami czasem przychodzą takie momenty i zachwiania; co będzie potem, itd. itp. Jednak częściej myślę o tym co ubrać i jaka będzie pogoda. Uśmiecham się i czuję się wolna od problemów, staram się nie patrzeć na to jak bardzo dobra przeszłość odpływa... To, że dziś przyszedł taki moment nie znaczy, że jutro będę płakać i marudzić. O nie ... Będę się cieszyć uśmiechem P., głupimi przypadkami i śmiać się z tego, że nadal nie nauczyłam się z której strony jeżdżą samochody. Takie jest to brytyjskie życie i tak zakończę te dzisiejsze marudzenie.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Lepszy odcień bordo

Zostały mi tutaj ponad dwa tygodnie. Więc postanowiłam zapomnieć o moich wszystkich polskich smuteczkach i zacząć żyć. Oczywiście, że powinnam tak zrobić od początku - ale chyba u mnie tak to nie działa. 
Jeśli są tu osoby, które czytały mój wcześniejszy blog - to wiecie, że miałam jakiś czas bordowy samochód. Lubiłam go no i ten kolor. Już kiedyś porównywałam go do innego koloru, ale zapomnijmy o tym... Chodzi mi o to, że znalazłam lepszy odcień bordo. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, haha. Tym razem nie chodzi o samochód. Oh god, teraz w sumie mogę bez metafor. Po prostu tak sobie czysto teoretycznie pomyślałam (no dobra, od dzisiaj praktycznie), że pora zrobić brytyjski milowy krok i poszaleć. W sumie to tak szaleje, że taranuje ludzi na schodach :) I tak pewnie znajdzie się jakaś osoba co powie, że to specjalnie. Ale w 100% nie, po prostu się spóźniłam i zapomniałam, że tu na odwrót się po schodach chodzi. Hm, tylko schody były puste ... ciekawe ciekawe :) Nie rozumiem bardziej tego tekstu niż napisałabym to metaforą, ale cóż.

niedziela, 3 sierpnia 2014

Czary

...

Jestem prawie w stu procentach pewna, że los mnie tak 'uwielbia' iż postanowił się ze mną pobawić. Ilekroć stwierdzę, że okej jest tu fajnie - zróbmy parę ciekawych rzeczy- to na drugi dzień los z złośliwym uśmieszkiem klika delete i jest tak jak było. Oczywiście teraz mnie to bawi, bo i tak za trzy tygodnie wracam, ale no proszę no. Chociaż ten jeden raz zróbmy coś po mojej myśli, bo było dobrze nie? Jak wrócę będę próbowała zmagać się z Twoimi problemami, teraz daj mi własną wolę. Trzy tygodnie, tylko trzy - ani dnia więcej.
No także tego na razie jedynym plusem jest muzyczka z moich głośniczków.
Co tu jeszcze połowa najlepszych ludzi dziś wyjechała, wszyscy fajni wyjeżdżają. Tylko my z Kardelen i Karol trzymamy się póki co. Największy plus tygodnia (no w sumie znajduje się on na drugim miejscu największy plus jest inny) w końcu jest chłodniej!

Jutro może Manchester :)