środa, 28 maja 2014

Red to blue

No nie wierzę... Co się z tym światem dzieje. Czerwony na niebieski, a niebieski na czerwony? Myślałam, że to tylko w moich myślach się działo i śmiesznych przypuszczeniach... niestety moja psychika nie zdążyła nawet ogarnąć tego - tak byłam zszokowana. No nie wiem czy pozytywnie... z jednej strony tak, oczywiście. Z drugiej moje wyobrażenie dotychczasowego świata padło. Error i to chyba na tyle. Mam nadzieje, że to chwilowe - chociaż nawet jeśli nie to dla obu stron jest to pozytywne w jakimś sensie. Tylko trochę nade mną przejmuje kontrole. Chyba, że to była sprawa szoku. Bo w sumie nigdy czerwony nie będzie niebieskim, można zmienić design bloga - ale treść i styl pozostaje. Tak ... Kurde, ale co jeśli to tylko uwydatni i podkreśli tą treść? Ymm dobra, nie to niemożliwe. 

Taaaaa, nie wiecie o czym piszę nie? ;)


piątek, 23 maja 2014

niebieski pomidor

Najlepszy dzień. Nie spodziewałam się, że tak może być jeszcze lepiej niż zazwyczaj było. Teraz docenia się każdą sekundę, nie jak wcześniej wkurzało się na drobne rzeczy. Nie wiem ile mi się będzie to podobać, ale po dzisiejszym dniu stwierdzam, że jest okej. Tego potrzebowałam. W sumie to tak wesoła jeszcze nigdy nie byłam, ej wakacje dobrze na mnie działacie, dobrze! :) Tylko ten spalony nos ... 

Reszta dnia również super, naprawianie grafiki z Piotrkiem, potem siedzenie w aucie i udawanie wyspecjalizowanego handlarza samochodami... "Patrz, tu masz taką fajną półeczkę na telefon". Gdy dotarłam do domu jedzonko w końcu, potem przyjechała ciocia. Mam wrażenie, że bardzo popularnym tematem jest moje UK, hmmm tylko o tym ostatnio moja rodzina mówi. 


A teraz w końcu mogę na tym blogu napisać coś ważnego więc:  14/21*! ♥




* tajemnicze numerki, co to będzie, co to będzie?! :) 

czwartek, 22 maja 2014

osiemdziesiąt

Tak jest! Zdałam ustny polski! Na 80%! Cieszę się niesamowicie, że najgorszy stres już za mną. W poniedziałek angielski i wakacje. Naprawdę ich potrzebuję. Poczułam to dziś i wczoraj. Myślę, że taki układ będzie lepszy. Dopóki będę trzymała swoje tajemnicze "ja" na sznurku. Bo zrywanie ze smyczy to chyba już opanowane jest.

Spoko, dam radę. Jeżeli pokonałam stres i samą siebie podczas ustnej matury to powinnam i to zrobić. Przecież są Internety, one poratują w każdej chwili. 
A kiedy już tam będę znajdę swoje miejsce, najlepiej na plaży. Ciekawe czy będzie na to czas. Może ciągle będę musiała być w centrum i się uczyć. A może ciągle będzie padać? Chyba o kąpieli w morzu mogę zapomnieć? 
Ah tam jeszcze pełen miesiąc pobytu tutaj, w Polsce ... cudownie ♥ 

czwartek, 15 maja 2014

Karolina vs dom

Wiem, że mam się uczyć... no wiem no ... Mam już całe gardło zdarte od mówienia tej prezentacji w kółko... Chciałam się jutro jakoś odprężyć i normalnie porozmawiać (tak mi tego brakuje!) przy okazji trochę powkurzać i śmiać się. Ale mój kochany los mi zmienił plany... Więc jedynym miejscem do którego jutro wyjdę będzie bank. Trzeba założyć konto walutowe. Potem wieczorem tata przyjeżdża, dowiedziałam się dopiero wczoraj ... Więc bye autko na kilka dni... Karolina vs Dom - 0:1 

To nie jest śmieszne. Dodatkowo coś mnie bierze, super na maturkę ustną się rozchoruję... Nie no fajnie, fajnie. Nie narzekam, nie ma źle. Nawet ogarniam tą prezentację. Może zdam :) Jeszcze trzeba się przygotować troszkę na pytania. Także nawet lepiej jak zostanę w tym domu. Ale potem chcę nadrobić cały ten czas siedzenia, mówiąc nadrobić myślę - tak naprawdę NADROBIĆ czas :) troszkę się go nazbierało... 

wtorek, 13 maja 2014

więzienie zwane domem

O już 13 maj... Wow, jak to ładnie zleciało. Przede wszystkim ten czas matur, ale ten czas zwykły (albo niezwykły) też. Hmm... Nie wiem jak to skomentować, czuję się jakbym była 4524856km po za Polską. Tak jakbym nie mogła wrócić. Okropne uczucie, nie polecam. Czekam do czerwca i wracam z wielkim boom. 
Co do matur pisemnych, to chyba zdane. Chociaż nie wiem ... matma na pewno, angol na pewno, nawet rozszerzenie. Tylko nie wiem jak z polskim - czy trafiłam w ten klucz? Kurde, jeszcze czeka mnie ten ustny. Za równy tydzień, ja się boję, że sobie nie poradzę. A z czym? Z samą sobą. Ze stresem. To takie okropne, nienawidzę mówić czegoś tak oficjalnie. Już wolę ten angielski. 

Ciekawostka na dziś ... w 5 minut zebrałam się z domu żeby pojechać do szkoły odwieźć konspekt. Jechałam jak idiota, wkurzałam się na korki dużo gorzej niż zwykle. W sumie to nawet nie wiem czemu się tak spieszyłam. Nie było po co. Chyba, że dla czerwieni się powinno spieszyć. Co ja w ogóle mówię, nie wiem czy przez to siedzenie w domu już mi całkowicie odwaliło. Chociaż patrząc na moją podświadomość to chyba dawno jej już odwaliło, ale zazwyczaj ją trzymam przywiązaną na smyczy. A zrywa się tylko gdy nie ma konkurencji. Śmieje się sama do siebie, sama z siebie, sama do siebie. Jezu, chcę już wyjść z tego więzienia zwanego domem. 


ciao.