poniedziałek, 28 kwietnia 2014

"To już jest koniec ... "

Jest po północy, a ja nie śpię. O, jutro szkoła? Aaaa nie! Otóż w piątek ją skończyłam- oficjalnie jestem absolwentką Abrama. Wyśpię się. W sumie i tak bym się wyspała, bo w poniedziałki miałam na 13. Szczerze? Już tęsknię za tą rutyną. Niestety, nic z tym już nie zrobię. Ciężko zamienić świadectwo z wyróżnieniem na niezdanie. Ja tu tak z żartami, a teraz serio... za tydzień matura. Nie wiedziałam, że to tak szybko zleci. Pamiętam pierwszy wrzesień, ciągle się mówiło - aaa to jeszcze tyle czasu ... tak naprawdę to zleciało mi to szybciej niż wszystkie inne lata. 

Może tak w skrócie opowiem dzień zakończenia. Myślałam, że będę płakać - nie płakałam. Jakoś myśl, że to koniec przyszła dopiero, gdy wróciłam do domu. Dzień zaczął się bardzo śmiesznie. Do tego jeszcze wszystkie miejsca parkingowe pod szkołą były zajęte ... Musiałam zaparkować za szkołą i lecieć w szpilkach. Najśmieszniejsza rzecz? Pierwszego września podjechałam do szkoły w tym samym czasie co pan S., no i w dzień zakończenia zrobiłam dosłownie to samo. Oczywiście nie specjalnie, nie mam jakiś GPS'ów pozakładanych. No szpiegiem nie jestem, prawda? Skojarzyło mi się to z taką klamrą (maturka za tydzień! trzeba używać takich słów), jak zaczęłam - tak skończyłam. A co dalej, hmm... weszłam do szkoły taka nieogarnięta, nie wiedziałam o co wszystkim chodzi - laski latały z kwiatkami; drugie klasy biegały jak poparzone dopracowując nasze zakończenie. Ciągle słyszałam: Karolina! Pani jakaś tam cię woła; Karolina! Co z naszym filmikiem?! - nie wiedziałam co się dzieje, chciałam załatwić rzecz najważniejszą i mieć święty spokój. Więc jak to ja olałam wszystko i poszłam na foto wręczyć mój prezent. 
Później akademia, idąc po świadectwo się nie zabiłam! - wyczyn nr 1. Jakieś quizy, sratytaty i brak naszego filmiku. No może i dlatego się nie popłakałam, nie czułam tej atmosfery... W klasie nudy, jakaś ankieta ... oczywiście komp nie umiał odtworzyć filmiku. No to Karolina leci do klasy obok (biegnąc nie zabiłam się! - wyczyn nr 2), na szczęście miała tam najpozytywniejsza osoba dnia i pozwolił mi puścić ten filmik. No i to w sumie koniec. Potem tylko rozmowy ze znajomymi. Uwierzcie, że to wszystko nie trwało tak krótko jak może się wydawać. W domu byłam chyba po 16 ... 

czwartek, 24 kwietnia 2014

to sen czy rzeczywistość?

Bardzo dziwny dzień. Zacznijmy od tego, że musiałam (no dobra chciałam) nastawić budzik na 6:25 ... Wstawanie o tak wczesnej porze po długiej przerwie to dopiero wyczyn. Ale no spoko budziłam się chyba z pięć razy przed tym budzikiem. Wstałam, umyłam się, ubrałam się. Szkoda tylko, że czułam się jak zombie. Wszystko mnie bolało, ale mimo to pojechałam do szkoły. Co z tego, że prawdopodobnie moja podróż w obie strony była dłuższa niż sam pobyt ... Prawie się zabiłam schodząc po schodach, nie mam pojęcia zielonego po co w ogóle wychodziłam do góry ... no potem to już było fajnie, pomijając moje samopoczucie. Podróż powrotna, korki korki i jeszcze raz korki, a do tego dawka bólu głowy. Mimo to jechałam z uśmiechem- organizmie drogi, nigdy cię nie zrozumiem. Przyjechałam do domu, ubrałam gatki z piżamy i poszłam spać. Gdy się obudziłam miałam wrażenie, że to wszystko było snem. Na szczęście to nie był sen chociaż wrażenie pozostaje. Oh dobrze, że to ostatni dzień wstawania tak wcześnie. Nie, nie dobrze ... Co ja w ogóle mówię. Nie mam do tego wszystkiego już siły. Jutro zakończenie, potem matura i amen - nie poradzę sobie, nawet nie wiem jakbym chciała to nie dam rady. 

środa, 16 kwietnia 2014

poniedziałek, sobota, sobota, sobota ....

Straciłam orientację w czasie. Przez to, że siedzę w domu czuję się jakby była ciągle sobota. Super? No jak dla mnie nie. Muszę przyznać, że tęsknię za tą codzienną rutyną. Za dylematami w stylu: "iść na angielski, czy pospać pół godziny dłużej". Tyle narzekałam na tę szkołę, a teraz to tak nudno i w ogóle bezsensu. Nawet nie mam chęci uczyć się do matury. 
Sobota. Tak, ciągle sobota. Czy przyjdzie jeszcze kiedyś niedziela? Te czekanie z uśmiechem na poniedziałek. Przebieranie się i myślenie co ubrać. Jazda na te dwie godziny, 'bicie' się o miejsce parkingowe. Uśmiech, dobry humor, mój parapet. Nawet nie wiecie jak będę tęsknić za tą miejscówką. To tam odbywały się najgłupsze jak i najważniejsze rozmowy. Tam można było obserwować ludzi, tańczyć do rytmu piosenek z radiowęzła. Pić tę cholernie przesłodzoną kawę. Narzekać na oceny z matmy, uzupełniać zadania, obgadywać samochody za oknem... Dni słoneczne, deszczowe, śnieg. Tak mi upłynął cały ten rok, a nawet trzy.  
Pisząc to mam ciągle w pamięci 1 wrzesień 2013. Weszłam do szkoły stanęłam przy tym parapecie i stwierdziłam, że to będzie dobry rok. No i chyba taki był. Chociaż było wiele nieciekawych sytuacji, to te fajne je wymazują. 
Na szczęście w przyszłą środę będzie ta wyczekiwana 'niedziela'. Może do tego czasu nie zgubię się w czasoprzestrzeni. Tak, nie zamierzam się zgubić w nicości.

niedziela, 13 kwietnia 2014

bez metafor

Niedziela wieczór. Tak spokojnie i w ogóle. Powinnam się uczyć mapy, ale tam ... dziś stwierdziłam, że poodpoczywam od całej nauki. Czekają mnie całe 3 tygodnie nauki, więc ta jedna niedziela niech będzie inna. Miałam wczoraj pomysł na notkę (oczywiście o 23), ale nie chciało mi się jej nigdzie pisać iiii pomysł uciekł. Postaram sobie go przypomnieć, ale może być ciężko.

Moje ideały i inspiracje. Myślę, że każdy w życiu ma jakieś ideały - takie, którymi się kieruje i w ogóle ceni itd itp. Oczywiście, że ja też takie posiadam. Tylko odbieram to troszkę inaczej. Najpierw chcę te osoby poznać, tak żeby np. wiedzieć kiedy mogę podejść i nie zostanę zabita z powodu złego dnia. Do czego zmierzam, a do tego iż zazwyczaj szło mi to bardzo łatwo. No, szło. Teraz nie potrafię w ogóle ogarnąć co się dzieje. Czuję się jakbym miała styczność z osobą, która ma jakieś dwa przeciwstawne wcielenia. Rzecz jasna, w większości przypadków trafiam na tą gorszą stronę. Chociaż pewnie to moja psychika i stosunek do ów osoby. Zawsze jakoś do tej jednostki miałam złe nastawienie, dopiero od niedawna jakoś tak się przestawiłam. Chociaż z tego co pamiętam dzień po zmianie mojego podejścia znowu było to samo co wcześniej. Także znając siebie powinnam dawno spasować i olać całą sytuację, ale jakoś tak nie umiem. Lubię zagadki, chociaż wolę jak idzie mi dużo łatwiej. Wolę już konkretnie rozmawiać niż podchodzić z dystansem i zastanawiać się o co w tym momencie zostanę zjechana. W tym przypadku na szczęście mam czas (na milion kłótni ;>), ale szczerze wolałabym go zamienić na coś innego. 

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Wszystko na raz = nic

Oh już po próbnej ustnej. Jest dobrze, jest 90% ... Tak szczerze to do teraz nie wiem o czym mówiłam. Czuję się jakbym była w innym świecie w momencie tej maturki. Chociaż dobrym wyjściem to nie jest. Szkoła się kończy. Wszystko się kończy, a ja czuję się co raz bardziej bezsilna. No niestety, ja nic na to nie poradzę. 

Ostatnio robię wszystko na raz. Dosłownie wszystko. Tu matma, tu jakieś coś z foto, tu kończę projekt. Jeszcze nigdy nie miałam takiego nieogaru jak mam teraz. Najgorsze jest to, że wszystkiego na raz się nie da zrobić. Zazwyczaj wychodzi z tego jedno wielkie nic. Serio za niecały miesiąc matura? Ja tego nie czuję. Chciałabym mieć takie lajtowe dni jak to miałam pod koniec 2 klasy. To było coś. Chociaż teraz jest lepiej (no może po za tym nieogarnięciem). Dziś rano leżąc sobie w łóżeczku tak sobie myślałam jak w okresie tego jednego roku mogło wszystko się tak zmienić. Oczywiście na plus. Może to sen? A jeżeli to nie sen. To mój podstępny charakterze ... muszę cię pochwalić ... zdziałałeś naprawdę COŚ. Dziękuję. Haha, jak to dziwnie brzmi. Ale to mój blog i mogę pisać co tylko chcę!!!