Tak od czasu do czasu sobie czytam tego bloga, żeby sobie przypomnieć jakim porąbanym człowiekiem byłam (dobra... jestem nim nadal, ale cicho... ma być odrobinie doroślej). Oprócz kilogramów narzekań i hektolitrów marudzeń, to pisałam dość ciekawie. Może faktycznie wykorzystam to w końcu do czegoś pożytecznego. Tego bloga nikt nie czyta, także piszę to tylko dla swoich nudnych dni. A gdyby te wszystkie metafory przelać na jakiś dramat albo nawet tę farsę, o której pisałam niedawno. Coś ciekawego mogłoby powstać i może bym potrafiła przeżyć w tym większym mieście. Rozważę to. A ten wpis ma być dowodem, że tak postanowiłam.
Co do dnia wczorajszego. No był deszcz, zwłaszcza w tych najważniejszych momentach dnia. Zaskoczył mnie ten gagatek. Przechodząc do clue... nie było tak jak myślałam, chociaż nie było też najgorzej. Oczywiście moja kochana rodzina musiała mi w najgorszych momentach przeszkodzić, ale no trudno. Tak sobie bywa. W przyszłym tygodniu będzie lepiej, no. No po prostu lepiej. Już nic konkretnego nie planuje, bo i tak moje plany zawsze szlag trafi. Takie życie, a ja dzielnie jak ulepszony Ikar sklejam sobie te skrzydełka i walczę z tymi oślepiającymi i gorącymi promieniami słońca. No!
Dobra koniec, bo idzie w stronę bezsensu. Fajnie tu wrócić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz