piątek, 31 maja 2019

deszcz gagatek

Tak od czasu do czasu sobie czytam tego bloga, żeby sobie przypomnieć jakim porąbanym człowiekiem byłam (dobra... jestem nim nadal, ale cicho... ma być odrobinie doroślej). Oprócz kilogramów narzekań i hektolitrów marudzeń, to pisałam dość ciekawie. Może faktycznie wykorzystam to w końcu do czegoś pożytecznego. Tego bloga nikt nie czyta, także piszę to tylko dla swoich nudnych dni. A gdyby te wszystkie metafory przelać na jakiś dramat albo nawet tę farsę, o której pisałam niedawno. Coś ciekawego mogłoby powstać i może bym potrafiła przeżyć w tym większym mieście. Rozważę to. A ten wpis ma być dowodem, że tak postanowiłam.

Co do dnia wczorajszego. No był deszcz, zwłaszcza w tych najważniejszych momentach dnia. Zaskoczył mnie ten gagatek. Przechodząc do clue... nie było tak jak myślałam, chociaż nie było też najgorzej. Oczywiście moja kochana rodzina musiała mi w najgorszych momentach przeszkodzić, ale no trudno. Tak sobie bywa. W przyszłym tygodniu będzie lepiej, no. No po prostu lepiej. Już nic konkretnego nie planuje, bo i tak moje plany zawsze szlag trafi. Takie życie, a ja dzielnie jak ulepszony Ikar sklejam sobie te skrzydełka i walczę z tymi oślepiającymi i gorącymi promieniami słońca. No!

Dobra koniec, bo idzie w stronę bezsensu. Fajnie tu wrócić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz