Ale mam bałagan w głowie. Naprawdę taki duży, że nie wiem jak zacząć to co chciałabym tu napisać. Oj, nawet nie wiem, co mam tu napisać. Czasem czuje się takim wojownikiem o lepsze jutro, tylko że ten wojownik ma w sobie coś z Syzyfa. Czemu zawsze wybieram sytuacje oraz historie, w których nie ma tego lepszego jutra? Albo jest ono tylko mirażem, pewną maską, którą nakładam by się odciąć od pewnych spraw. W sumie ta maska, może być takim gadżetem, który zawęża mi pole widzenia. Widzę tylko, to co jest przede mną, a to co jest dookoła... widzę tylko czasami. Moje niby silne ja daje się urabiać i zawsze zaakceptuje te usprawiedliwienia. Skąd to już znam, co?
Kiedy takie chwile nadchodzą, w których widzę ten szeroki kąt, staram się go sama na siłę zawęzić. W sensie tłumaczę sobie, że to nie jest istotne i przypominam sobie jakieś fajne chwile, które tak jakby przeczą temu co jest dookoła. Teraz wspominam sprawy sprzed dwóch tygodni, powroty bez butów i totalne skupienie na tej zieleni w oczach. I fajnie jest. Nie dość, że daję się oszukiwać, to jeszcze sama siebie oszukuję. Materiał na kurna farsę. Może napiszę i chociaż będę sławna.
A teraz jest mi zimno, jestem głodna a przede mną impreza. Jak wypiję to włączy mi się tryb smsowy albo gorzej telefoniczny. Pokłócę się o nic, a rano będę się pewnie tu wypłakiwać po co to zrobiłam. No kurde farsa, moje życie to zajebista farsa.
Dobra koniec tego bezsensu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz