czwartek, 30 kwietnia 2015

kocham kwiecień!

Pora na podsumowanie miesiąca... Miała być tylko jedna notka przemyślana, ale i ta taka będzie. Nawet bardziej niż tamta ponieważ stworzona wcześniej na telefonie.
A więc kwiecień sobie minął. Zapowiadał się na najnudniejszy miesiąc dotychczas, a swoimi spontanicznymi akcjami nawet wybił się na czołowe miejsca. No i takie coś mi się podoba... Trochę rozmazały mi rzeczywistość te spontany, no i studia znowu znalazły się na pytajnikowym temacie. Niby mi się chce, niby nie. Drugi semestr miał być wow - nowe przedmioty, specjalizacja, praktyki... A wyszło tak, że nawet czasu na normalne praktyki nie mam przez nasz cudowny harmonogram zajęć - a same zajęcia mam wrażenie, że prowadzone są na siłę i od niechcenia. Trochę to smutne, bo kierunek sam w sobie jest ciekawy - jakby użyć do tego większego zaangażowania byłoby całkiem nieźle... No cóż mnie to zraża okropnie i także moje chęci są znikome. Byle by zdać, że tak powiem. W drugiej szkole też mam wrażenie, że wszystko się tak spowolniło... no, ale zobaczymy jak będzie na plenerach wyjazdowych:) 
Pomijając moje marudzenie, to miesiąc naprawdę pozytywny. Przyniósł mi wiele uśmiechu, samego śmiechu i wyluzowania. Jeszcze rok temu siedziałam i kułam do matury przy tym mocno narzekałam, że mój dom jest więzieniem. Hmmm chyba za miesiąc również na to będę narzekać ;) ssssessssja...

***

A co nam zapowiada maj?

17 maj - plener w Czechach. Będzie notka opisowa jak to fajnie lub niefajnie tam było.

21 maj - wyzwanie, będzie to notka dodana automatycznie (zaplanowana) albo z opóźnieniem ponieważ jestem w tym czasie na wyjeździe.

26 maj - notka opisowa z pleneru w Rumunii (21-26.05)

No i pozostałe dwie noteczki wolne, z pewnością jedna zdjęciowa. Dodatkowo maj jest miesiącem fotograficznym (miesiąc fot. w Krakowie oraz fotofestiwal w Łodzi) jeśli mi czas na to pozwoli pojawię się tu i tu. Myślę, że Łódź jednak odwiedzę dopiero w czerwcu - maj zapowiada bardzo mało wolnych weekendów. A szkoda...
No to drogi piąty miesiącu przebij kwiecień, co? :) 

niedziela, 26 kwietnia 2015

ponad barierami

Godzina 00:05, 26 kwietnia 2015 roku. Jak obiecałam notka jest... I to o dziwo terminowo, żadnych przesunięć datowych, podróży w czasie i innych takich... Nie mam zielonego pojęcia co napisać - tak jak wspominałam w zapowiedzi nie jest to jakaś wybitna data. Jeśli już by tak patrzeć, datą bardziej zmieniającą mój żywot jest 22 kwiecień albo nawet zakres 22-26.04.2013. No, ale dla magii to uznałam datę 26 kwietnia. Kurde, chciałabym coś fajnego napisać, takiego przyjemnego i łatwego w odbiorze. Niestety ciężko pisać o swoich subiektywnych odczuciach. Wiadomo, że nie przeleje tego na internetowy "papier"... Mogę napisać tyle, że od tej notki z poprzedniego bloga napisanej w ten dzień nic się nie zmieniło. Za co naprawdę siebie podziwiam, bo tło i otoczenie to wciąż jest inne... Powiem tak, co można świętować dziś? To, że pokonałam siebie i swoje bariery. Piszę o tym tu wciąż i wciąż - ale to był taki dzień przełomu... Można powiedzieć, że otwarłam oczy szeroko na świat - odnalazłam to co najbardziej mnie bawi i zostawiłam tą swoją bezosobowość daleko z tyłu. Więc to świętujemy. Byle tak dalej... trzeci roku leć sobie leć...

wtorek, 21 kwietnia 2015

Wyzwania

Cześć, cześć. Tak jak napisałam w "planie miesiąca" będzie przemyślana notka. No i się za nią zabieram. Co prawda jej przemyślenie jest tylko częściowe i nie mam jej nigdzie zapisanej, ale damy radę. 
Zanim się za nią zabiorę opowiem co mnie dziś podniosło na równe nogi (wydaje mi się ciekawe i dające małe nauczki). Otóż wróciłam dziś wcześnie z uczelni i poszłam spać (brak weekendu daje w kość), jak się obudziłam myślałam sobie o maju i różnych plenerach ze szkoły... Nagle przez głowę mi przeszła taka myśl: "Karolina!!! Ty nie masz paszportu" - a wyjazd jest za równy miesiąc. Podniosłam się od razu z łóżka (jakby to coś miało dać) i tak myślę, czy potrzebny jest tam paszport - żeby się upewnić zadzwoniłam do taty. Na szczęście tata tylko potwierdził, że Rumunia jest w UE i mogę spokojnie przejechać na dowodzie. Uff... Nie jest to pierwsza taka sytuacja - parę wyjazdów musiałam "odwołać" z powodu jego braku - więc i tak ten paszport wyrobię  ;)


Głównym tematem notki są różnorodne wyzwania, te jutubowe, blogowe, fotoblogowe, fejsowe i inne. Sama nie wiem ile ich jest, ale na pewno mnóstwo patrząc na to ile obecnie jest mediów społecznościowych wokół nas. Niektóre te challenge są idiotyczne, a inne potrafią czegoś nauczyć albo pokazać, że czemuś się sprostało. Osobiście bawią mnie blogowe tagi - tak chyba można nazwać blogową odmianę wyzwań. Racja mają nakreślić sylwetkę piszącego, ale czasem naciąga to mocno jego prywatność... np., pokazywanie swojego domu z zewnątrz - jeśli staniesz się sławnym blogerem, to zapomnij o życiu... ludzie są sprytni i mogą zacząć Cię odwiedzać. 
Są też jednak pozytywne tagi, w jednym z nich postanowiłam wziąć udział... Oczywiście będzie pod inną formą - nie wrzucane codziennie, a raz w miesiącu. Każdego 21. - lub dzień później jeśli coś się będzie odbywało ważnego w ten dzień (czyt. zaplanowana notka). 
Wybrałam wyzwanie fotograficzne - ahh jakby inaczej? :D No i zaczynamy...



#1 Autoportret


środa, 15 kwietnia 2015

Drinki?

Połowa kwietnia wybiła... pora na drugą notkę. Oh jak patrzę na to jak się za te wpisy zabieram, to mam ochotę schować się  i nie wychodzić - w sumie wyjdzie na to samo - czyli tak czy siak ogarniętych czasowo notek nie będzie. Wiecie co mnie przeraża? To, że w tym miesiącu mam napisać jakąś tematyczną, a nie mam zielonego pomysłu na temat... Hehe.

Co tam u mnie? Jak życie? A muszę powiedzieć, że zaskakująco super. Może to sen? Nie no myślę, że to po prostu wiosna. Wszystko się budzi do życia po tej dziwnej zimie. Tak, wiem że zima się skończyła już prawie miesiąc temu - ale tak ciepło, ciepło jest dopiero teraz! Racja, nie chodzi w tym wywodzie o temperaturę, a raczej o odczucia, uczucia, emocje itp. Muszę przyznać, że pod paroma względami mój kierunek studiów wpłynął na mnie pozytywnie. Jak poskładać te wszystkie puzzle to wyjdzie moje superowe samopoczucie. 
"Konsekwencje i lód kruszymy w drinkach, gdy nadciąga maj..." piosenka odkryta chyba rok temu, a może dwa? Nie wiem, ale jest naprawdę adekwatna do wszystkiego co się dzieje teraz czy nawet działo się rok temu, no i dwa lata temu również. Chociaż te dwa lata temu to sobie jeszcze pisałam na poprzednim blogu i głównym celem były szybowcowe wiraże przeplatane z czeskimi słówkami. Dwa jakże ambitne plany, a wylądowałam i tak w Katowicach. Spoko, czeskie słówka poczekają jeszcze rok :* 

Właśnie sobie zepsułam plan na inną notkę, ale nie ważne. Chyba za późno jest na to by myśleć co do czego. Taka już wiosna jest, zasiewa wśród ludzi nieogar. :)

czwartek, 2 kwietnia 2015

Katowice



I'm a flame, you're a fire,
I'm the dark in need of light.