Tak jak wspominałam w poprzednim poście pora na jakąś przemyślaną notkę. Dawno tu tego nie było, a nawet mogę powiedzieć że od początku istnienia tego bloga. Chociaż sama nie wiem, zależy jak na to patrzeć.
Temat o którym będę dziś pisać podrzucił mi P., cóż to jest? No tak, pewnie się domyślacie już po tytule tej notki... PRZYPADEK. Czy w ogóle istnieje coś takiego? Może zacznę od tego, że należę do tych osób, które wierzą w przeznaczenie. Nie raz już mnie 'hejcono', że wierzę w zabobony i jestem po prostu głupia. Ale heeeej, spójrzcie na siebie (osoby które mi to wytykały) - nie wierzycie w nic i również nic ze swoim życiem nie robicie... czekacie na gotowe, powodzenia.
Wiara w przeznaczenie w sumie odrzuca takie pojęcie jak przypadek. No bo nic się nie dzieje przez przypadek, wg mnie. Każde zdarzenie, dobry czy zły wybór do czegoś prowadzi. "Nie ma złego, co by na dobre nie wyszło" - przyznam, że wiele razy klęłam na los o jakieś pierdoły ("oh mogłam tego nie robić; co ja zrobiłam, to wszystko przez...") obydwa blogi są najlepszym przykładem na to. Tylko gdyby nie tamte sytuacje nie byłabym zapewne taka jaka teraz jestem. Myślę, że właśnie te "przypadki" są specjalnie poukładane tak, aby w końcu było dobrze. Oczywiście, że wszystko zależy od podejścia... a podejście zależy od danych sytuacji, milion razy to już przerabiałam. Od zawsze byłam wielką pesymistką, jednak z czasem to się zmniejszało i zmniejsza nadal. Wszystko jest gdzieś zapisane (jak to moja mama mówi), każdy nasz ruch, nasze decyzje i postanowienia. Trochę jak kolejka zadań w Simsach. Możemy mówić, "ahahahaha losie przechytrzę cię - zrobię inaczej". A tak naprawdę tylko się dostosowaliśmy, jesteśmy tym kim jesteśmy i raczej przeciwstawiając się światu nie zmienimy się na lepsze. Trzeba walczyć o swoje, ciężko pracować i uczyć się życia - tak żeby całe te nasze doświadczenie przekazać naszym dzieciom.