poniedziałek, 28 lipca 2014

Akademickie życie

No to pora na kolejną porcję zdjęć... Jest niedzielny wieczór co oznacza, że bardzo się nudzę. Wzięłam więc do ręki mój prawie rozładowany aparacik i zaczęłam robić zdjęcia mojego nowego mieszkanka. Jeśli ktoś by mnie spytał jak jednym słowem bym je opisała, to ominęłabym wygląd i powiedziała głośne. Mam okno na ulicę, a na niej co 5 min autobusy. A o 3 w nocy ludzie lubią sobie trąbić. Po za tym to nie ma źle, ale jednak się cieszę, że zostaje na studia w domu. Tęsknię za moim wygodnym łóżkiem...
Dobra koniec gadania pora na parę fotek.

/Liverpool, UK
27.07.2014/






wtorek, 22 lipca 2014

przeprowadzka i inne makabry

Z tego co zauważyłam piszę tylko na tym blogu kiedy chcę ponarzekać albo jest mi cholernie smutno...
Teraz to ta druga opcja. Z resztą nawet kiedy mam dobry dzień to ta smutna część jest ze mną, a kiedy zacznę robić nic i dużo myśleć przy tym to już w ogóle jest bardzo źle. Myślę, że każdy czasem tak ma... Wszyscy (a przynajmniej większość) mają uczucia i emocje, a mieszanka tych rzeczy to bomba atomowa w czystej postaci. Niszczy nie tylko ciebie, ale też wszystko wokoło. No np. kwiatek już nie jest piękną rośliną a zwykłym badylem, który przeszkadza mimo iż nie robi nic złego. 
Trochę to takie egocentryczne i samolubne powiecie, ale w codziennym biegu nie ma czasu na myślenie o problemach. Kiedy jednak taki czas przychodzi to zapełnia wszystkie zadania mózgowego multitaskingu . Teraz pewnie usłyszę, ale jakie ty masz problemy, masz dopiero 19 lat, co ty wiesz o życiu. Odpowiem tak, a widzieliście człowieka bez problemów? Nawet dzieci mają problemy (np. zastanawianie się jakiego cukierka wybrać) z czasem jednak z nich wyrastamy... Dlatego, to co dla mnie jest problemem nie musi być dla ciebie... każdy problem też da się też rozwiązać, liczę na to...

A co do tematu to ... musiałam się przeprowadzić. Już nie mieszkam w zielonej dzielnicy Liverpool'a, a w samym centrum. Są tego plusy i minusy. Jak zawsze :) Ale jeszcze niecałe 5 tygodni i wracam do domu. 

poniedziałek, 14 lipca 2014

Photos: Blackpool

Dosyć narzekania, czas na zdjęcia. Może jakoś ożywię ten blog i będę dodawać tu co jakiś czas moje mini projekty, relacje, reportaże. Tak wiem, od tego mam stronę internetową... Ale nie wszystkie zdjęcia się na nią nadają także po to jest blog by pokazać tą codzienność. Już dawno miałam to zacząć ale jakoś nie lubię działania bloggera co do zdjęć.

/Blackpool, UK
12.07.2014/









środa, 9 lipca 2014

zabawnie

Nawet nie wiem co tu pisać. Hmmm... u mnie okej, co raz bardziej lubię to miasto i troszeczkę nie chce się do Polski wracać. Obecnie to czekam na 12 i 15 lipiec, nooo tego 15 dowiem się czy się dostałam na studia. W ogóle to może nie chce mi się wracać do kraju przez to, że tyle spraw będzie trzeba załatwiać. Ogarnąć zdjęcia na weselu, dokończyć wszystkie sprawy ze studiami, no i zorganizować moją najważniejszą rzecz... Niestety chyba zostałam bez pomocy, jedynie mogę użyć google... no ale cóż bywa i tak. Przykre to trochę, ale nic nie poradzę. To o czym pisałam parę miesięcy temu ostatnio mnie prześladuje, do jakiegoś stopnia to rozumiem... ale kiedy zostałam teraz z tym wszystkim sama, bez jakichkolwiek rad to nawet myślę, że mogłam po prostu powiedzieć: nie, przykro mi nie dam rady - wyjeżdżam, a jak wrócę za mało czasu. Jednak zależy mi na tej wystawie i nawet jakbym miała ten tydzień po moim powrocie biegać, latać cały dzień żeby się udało - to zrobię to. 

piątek, 4 lipca 2014

dodatnio i ujemnie

No to pierwszy tydzień w UK prawie minął. Czuję się ... no dziwnie. Miasto cudowne, tylko że od wczoraj zaczęło lać. Jest zimno i w ogóle się nic nie chce. Czasem mam już dość słuchania tego ich dziwnego akcentu. Jedynie w szkole mówią z miarę fajnym akcentem. W szkole w ogóle jest fajnie, ale wyłącznie w te dni kiedy zajęcia są tylko po południu. Ale kiedy mam je od 9 do 16, to już zmęczenie czuć w każdej części mózgu. Na szczęście to tylko dwa z pięciu dni.
Do elementów na które mogę jeszcze ponarzekać należy np. moja karta sieciowa, która sobie postanowiła postrajkować.

Przyleciałabym chętnie na weekend do domu :( by chociaż spróbować poskładać tę układankę...