środa, 17 sierpnia 2016

Ucieczka

"Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma, a trawa po drugiej stronie wydaje się zieleńsza." Zawsze śmiałam się z tych twierdzeń "bo to przecież nieprawda"... no jak teraz się zorientowałam i tak i nie. Jasne, że da się odciąć od otaczającego świata. Polecieć gdzieś daleko, usiąść na skałkach przy oceanie i nie myśleć, delektować się chwilą a dodatkowo łapać słońce i cieszyć się życiem. Tylko na zawsze nie można uciec od problemów, nie można całkowicie pokolorować szarej rzeczywistości. Po tym tygodniu trzeba wrócić. Praktyki, praca, szkoła. Przecież lubię moją rutynę. Mój Śląsk, moje Katowice, jazda drogą 86 z otwartymi oknami, delektowanie się każdym uśmiechem, uściskiem. Każdy wschód i zachód słońca. Deszcz, chmury. Każda sekunda rozmowy zapamiętana przez licznik telefonu, literka w wiadomościach. Moja rutyna, moje momenty. Pora wracać.

W życiu najcenniejszą walutą jest czas. Ważne jest to jak go wykorzystujemy, nie możemy żałować naszych decyzji - to jest pewne, nikt też nie może nam dyktować jak mamy egzystować. Popełniajmy błędy, uczmy się na nich. Kreujmy swoją indywidualność. Bierzmy to co nam daje życie, nie obawiajmy się konsekwencji. Walczmy o swoje. Tak, aby przy następnym siedzeniu przy oceanie, móc to wszystko wspominać.

sobota, 30 lipca 2016

hmm

Nie umiem się nigdzie odnaleźć, wszędzie jest mi źle. Pojechałam na tą wieś, ale tu jest tak samo jak w domu. Chociaż pewnie odnalazłabym się tu... ale w samotności a tutaj wszyscy za mną biegają i tylko tym wkurzają. Pewnie, że ich za to nie winię, bo nie wiedzą nawet w jakim celu tu przyjechałam. Oprócz tego bloga i mnie to chyba nikt nie wie. Ciężko jest to wszystko opisać. Bo tu już nie chodzi o te paręnaście dni, one są tylko dowodem na to, iż sama zginę na tym świecie. Najlepsze jest to, że tyle super rzeczy wokół się ostatnio dzieje. A ja nie potrafię się w pełni z tego cieszyć, bo nie mam komu opowiedzieć. A czysty tekst nie zastąpi emocji, to już dawno wywnioskowałam. Już pierdzielić moje inne potrzeby, tak cholernie pragnę rozmowy... nie chcę wracać do dawnej siebie, nie chcę znów mieć przed oczami tylko kompleksów. Niestety nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli i tak już dostałam wiele. Może kiedyś pogodzę się z tą myślą.

piątek, 22 lipca 2016

Przepaść

Witam. Jest po 2 w nocy... pora napisać. Poczuć się jak dawniej i opublikować nocny post. Ale chwila... Dlaczego Karolino piszesz? Czyżby coś się stało? Smutek? W tym twoim arcy ciekawym życiu jest czas na smutek?! 
No dobrze zacznijmy od tego, że stanęłam na skraju przepaści. Problem w tym, że ani nie mogę skoczyć ani się cofnąć. Nie wiem. Naprawdę nic już nie wiem. Cały świat wiruje wokół, a ja obecnie mam taką samą pustkę w głowie jak miałam tego przełomowego grudniowego dnia. Z tym, że byle wiadomość by mnie teraz nie pocieszyła (no dobra... pocieszyłaby). Od tego jednego dnia minęło ponad 8 miesięcy. Bardzo szybko minęło. Powinnam teraz podkreślić jakie to super były, ale nie o to tu chodzi. Wszystkie zalety są w postach niżej albo w moim prywatnym pamiętniku. Chodzi o to, że każdy dzień powoli prowadził mnie do miejsca, w którym teraz jestem. Do tzw. middle of nowhere, mojej przepaści. Człowiek racjonalny zaproponuje wycofanie się - a ja powiem, że za późno. Człowiek nieracjonalny stwierdzi, że teraz albo nigdy - a ja okaże swój strach. Wspominałam, że znalazłam w sobie odwagę? Nooooo chybaaa nie do końcaaa. Tak się pochwaliłam dziś tą pewnością, że poczułam się jak jakiś szczeniaczek uczący się świata. Nie wiem co się dziś ze mną stało, nie przypominałam mojej codzienności. W zasadzie to niczego nie przypominałam. Nawet tego miliona, którym miałam być, NAWET dwóch groszy. Taka trochę bezosobowa byłam. Albo stres przed podróżą przeszedł na mnie (co jest bardzo możliwe... czasem boję się o niektóre rzeczy, które nie dotyczą mnie bezpośrednio) albo zaczęłam tracić to "coś" czym żyłam trochę czasu. Istnieje też możliwość, że kosmici zjedli mi mózg. Aczkolwiek pierwsza i druga opcja są bardziej prawdopodobne. Mózg to już dawno co innego mi zjadło. Przecież, gdybym kierowała się mózgiem, a nie emocjami byłabym w zupełnie innym miejscu. Ze mną jest jak z dzieckiem. Nie chce czegoś, ale kiedy nadarzy się okazja ZROBIĘ TO. Brak silnej woli Karolinko, brak silnej woli. Taka już jestem. Mam nadzieję, że to tylko dziś byłam taka nijaka. Jednak jutro szykuje się gorszy dzień. 

W czwartek chyba pojadę na wieś. Muszę się odciąć od tego wszystkiego. Zero telefonu, zero komputera. Zero rozmów i wiadomości. Tylko ja i mój aparat. W końcu podobno jestem "dzielna", zobaczymy na ile. Czasem próbuję, bo wiem że mogę dać radę. Ale Ty mi to psujesz, najgorsze że to lubię. No i tutaj właśnie zataczamy krąg. Uzależniłam się. A teraz wszyscy powinni wstać i chórem powiedzieć "wspieramy cię, wspieramy".

A co jest najlepsze w takich smuteczkach? Czerpię wtedy inspirację na moje projekty. Teraz też powstał pomysł. Bardzo subiektywny pomysł. Może mój okropny egoizm w końcu się do czegoś przyda. To będzie największe wyzwanie... pokazać światu co dzieje się na codzień w mojej głowie. No chyba, że ten obecny świat to serio projekt mojej wyobraźni. Może naprawdę leżę w śpiączce? Nic nie jest niemożliwe. Taki trochę świadomy sen, a ja zatraciłam się w tej iluzji. 

niedziela, 3 lipca 2016

kropka, kropka, przecinek


Call me anytime that you see the lightning
Don't you feel alone, you can always find me.


/ bywa i tak :)

piątek, 1 lipca 2016

Koniec sprytnej indywidualistki

Przychodzi w życiu czasem taki moment, że zdajemy sobie sprawę z tego, że sami nie jesteśmy w stanie czegoś zrobić. Oczywiście, że przebiega to w różnych płaszczyznach, czasem ogólnym funkcjonowaniu. Do dziś myślałam, że mi to nie grozi. Myślałam, że jestem sprytną indywidualistką, która potrafi sobie poradzić z wszystkim sama. No cóż. Patrząc na siebie w okresie ostatnich dwóch tygodni mogę stwierdzić, że ta indywidualistka zagubiła się. Ba, już pare lat temu można było odczuć lekką utratę tej cechy. Jednak dopiero teraz przeszła metamorfozę. Totalną. 

To jedna sprawa. A druga? Hmmm... czas stanąć porządnie na nogi. Wyśpię się w wakacje. Teraz potrzebuję wiatru we włosach i uśmiechu. W końcu żyje się raz, a nie chce przespać wszystkich dobrych okazji. Tak, mówię to ja wieczny śpioch. 


Może to i lekcja upadania. Może. W pełni zgadzam się na nią. 

wtorek, 28 czerwca 2016

O kurde

Dalej żyję, spokojnie... Chociaż z każdym kolejnym dniem mam wrażenie, że jestem w jakiejś śpiączce i moje życie to sen. No, ale nie ważne. Nie wiem co się ze mną stało... robię rzeczy, na które nie miałam odwagi wcześniej. Po prostu krok za krokiem przesuwam się w jakimś dziwnym kierunku. Co dziwne... podoba mi się to, ale co najgorsze - zaczęłam się przyzwyczajać. Myślałam, że apogeum już nastąpiło, bo był chwilowy spokój (który bądź co bądź mnie wkurwiał :D). Jednak była to tylko cisza przed burzą, huraganem, tornado, trąbą powietrzną, nawałnicą. Wiecie, że przyzwyczajenie się do takich potężnych żywiołów jest złe? No właśnie. Teraz porównajcie taki huragan do letniego deszczyku. Letni deszczyk już nie bawi, huragan upaja. A potem nawałnice już nie będą bawić i nastąpi koniec świata. Ah, stęskniłam się za moimi metaforami. Może znowu pora na internetowy pamiętnik? Wracając do sedna... czas to podstępna bestia, która kontroluje nas pod każdym względem. To my decydujemy czy ją oswoimy, czy będziemy jej daniem głównym. Podczas oswajania zdarzy się wiele... łzy, smutek, depresja. Jednak, gdy się to przetrwa można przepełnić się euforią - tylko po to by na następny dzień płakać. Przerabiałam to już pare lat temu... Warto? Niestety dla mnie dalej warto. 

piątek, 12 lutego 2016

Jak pryzmat ...

Cześć, jestem... żyję... nie pisałam, bo nie czuję ostatnio takiej potrzeby. Tak wiem, piszę tu tylko jak jest mi smutno. Ale ostatnio bardzo mało takich dni, oczywiście że się z tego cieszę... nigdy nie byłam tak szczęśliwa... jednak czuję, że co raz bardziej zapadam się i wpadam w bardzo głęboką otchłań. No, ale to jest tylko i wyłącznie moja decyzja. Jeszcze przyjdzie czas na trzecią próbę. Może i jestem głupia, ale co mam robić? Siedzieć i udawać, że podobają mi się moje studia? Czekać na coś, co może po prostu nie przyjść? Ja tak nie potrafię. Zawsze chodziłam pod prąd, nigdy nie chciałam podążać tą samą ścieżką co wszyscy... Siedzenie w domu może i przyjemne, ale wprowadza czarne myśli do mojej głowy. Jest taką zawirusowaną kartą SD. Nie mogę tak żyć... Przekonałam się już tej jesieni albo w "pamiętne" angielskie wakacje. Wolę mój natłok obowiązków. Za dużo kombinuje? Nie, tylko biorę to co daje mi życie. Wolę popełnić błąd niż patrzeć w lustro i obwiniać się, że nie spróbowałam. Wolę widzieć swój uśmiech niż przeglądać się w odbiciu łez. Każda decyzja boli, ale niepodjęta zadaje śmiertelny ból. Kto wie czy jutro nadal będę istnieć... dlatego lubię łapać chwile, śmiać się, starać się i angażować - a co najważniejsze widzieć uśmiech drugiej osoby. Bo w sumie od tego wszystko się zaczęło i do tego dążyłam od tych paru lat. To jest moje szczęście.