piątek, 22 lipca 2016

Przepaść

Witam. Jest po 2 w nocy... pora napisać. Poczuć się jak dawniej i opublikować nocny post. Ale chwila... Dlaczego Karolino piszesz? Czyżby coś się stało? Smutek? W tym twoim arcy ciekawym życiu jest czas na smutek?! 
No dobrze zacznijmy od tego, że stanęłam na skraju przepaści. Problem w tym, że ani nie mogę skoczyć ani się cofnąć. Nie wiem. Naprawdę nic już nie wiem. Cały świat wiruje wokół, a ja obecnie mam taką samą pustkę w głowie jak miałam tego przełomowego grudniowego dnia. Z tym, że byle wiadomość by mnie teraz nie pocieszyła (no dobra... pocieszyłaby). Od tego jednego dnia minęło ponad 8 miesięcy. Bardzo szybko minęło. Powinnam teraz podkreślić jakie to super były, ale nie o to tu chodzi. Wszystkie zalety są w postach niżej albo w moim prywatnym pamiętniku. Chodzi o to, że każdy dzień powoli prowadził mnie do miejsca, w którym teraz jestem. Do tzw. middle of nowhere, mojej przepaści. Człowiek racjonalny zaproponuje wycofanie się - a ja powiem, że za późno. Człowiek nieracjonalny stwierdzi, że teraz albo nigdy - a ja okaże swój strach. Wspominałam, że znalazłam w sobie odwagę? Nooooo chybaaa nie do końcaaa. Tak się pochwaliłam dziś tą pewnością, że poczułam się jak jakiś szczeniaczek uczący się świata. Nie wiem co się dziś ze mną stało, nie przypominałam mojej codzienności. W zasadzie to niczego nie przypominałam. Nawet tego miliona, którym miałam być, NAWET dwóch groszy. Taka trochę bezosobowa byłam. Albo stres przed podróżą przeszedł na mnie (co jest bardzo możliwe... czasem boję się o niektóre rzeczy, które nie dotyczą mnie bezpośrednio) albo zaczęłam tracić to "coś" czym żyłam trochę czasu. Istnieje też możliwość, że kosmici zjedli mi mózg. Aczkolwiek pierwsza i druga opcja są bardziej prawdopodobne. Mózg to już dawno co innego mi zjadło. Przecież, gdybym kierowała się mózgiem, a nie emocjami byłabym w zupełnie innym miejscu. Ze mną jest jak z dzieckiem. Nie chce czegoś, ale kiedy nadarzy się okazja ZROBIĘ TO. Brak silnej woli Karolinko, brak silnej woli. Taka już jestem. Mam nadzieję, że to tylko dziś byłam taka nijaka. Jednak jutro szykuje się gorszy dzień. 

W czwartek chyba pojadę na wieś. Muszę się odciąć od tego wszystkiego. Zero telefonu, zero komputera. Zero rozmów i wiadomości. Tylko ja i mój aparat. W końcu podobno jestem "dzielna", zobaczymy na ile. Czasem próbuję, bo wiem że mogę dać radę. Ale Ty mi to psujesz, najgorsze że to lubię. No i tutaj właśnie zataczamy krąg. Uzależniłam się. A teraz wszyscy powinni wstać i chórem powiedzieć "wspieramy cię, wspieramy".

A co jest najlepsze w takich smuteczkach? Czerpię wtedy inspirację na moje projekty. Teraz też powstał pomysł. Bardzo subiektywny pomysł. Może mój okropny egoizm w końcu się do czegoś przyda. To będzie największe wyzwanie... pokazać światu co dzieje się na codzień w mojej głowie. No chyba, że ten obecny świat to serio projekt mojej wyobraźni. Może naprawdę leżę w śpiączce? Nic nie jest niemożliwe. Taki trochę świadomy sen, a ja zatraciłam się w tej iluzji. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz