Cześć, jestem... żyję... nie pisałam, bo nie czuję ostatnio takiej potrzeby. Tak wiem, piszę tu tylko jak jest mi smutno. Ale ostatnio bardzo mało takich dni, oczywiście że się z tego cieszę... nigdy nie byłam tak szczęśliwa... jednak czuję, że co raz bardziej zapadam się i wpadam w bardzo głęboką otchłań. No, ale to jest tylko i wyłącznie moja decyzja. Jeszcze przyjdzie czas na trzecią próbę. Może i jestem głupia, ale co mam robić? Siedzieć i udawać, że podobają mi się moje studia? Czekać na coś, co może po prostu nie przyjść? Ja tak nie potrafię. Zawsze chodziłam pod prąd, nigdy nie chciałam podążać tą samą ścieżką co wszyscy... Siedzenie w domu może i przyjemne, ale wprowadza czarne myśli do mojej głowy. Jest taką zawirusowaną kartą SD. Nie mogę tak żyć... Przekonałam się już tej jesieni albo w "pamiętne" angielskie wakacje. Wolę mój natłok obowiązków. Za dużo kombinuje? Nie, tylko biorę to co daje mi życie. Wolę popełnić błąd niż patrzeć w lustro i obwiniać się, że nie spróbowałam. Wolę widzieć swój uśmiech niż przeglądać się w odbiciu łez. Każda decyzja boli, ale niepodjęta zadaje śmiertelny ból. Kto wie czy jutro nadal będę istnieć... dlatego lubię łapać chwile, śmiać się, starać się i angażować - a co najważniejsze widzieć uśmiech drugiej osoby. Bo w sumie od tego wszystko się zaczęło i do tego dążyłam od tych paru lat. To jest moje szczęście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz