wtorek, 31 marca 2015

śnieżna wiosna

Marzec się kończy. Najlepszy, a za razem najbardziej pracowity miesiąc dobiegł końca. Z jednej strony fajnie, bo mogę odpocząć... a z drugiej źle, ponieważ kwiecień zapowiada się nudno. 
Szkoda, że w marcu było tak mało słonecznych i ciepłych dni. Tamten rok bardziej w nie obfitował... dziś padał śnieg, złapał mnie na przystanku i musiałam chować się za maszyną do biletów. Tak kończy się jazda na jedne zajęcia. Przynajmniej dowiedziałam się, że pomnik przy którym wysiadam z tramwaju, przedstawia Redena. Lubię jak ktoś mi opowiada o historii miast...

Dzisiejsza notka jest ostatnią marcową - więc powinnam wypisać daty notek na kwiecień... Szczerze? Przeglądam mój kalendarz i nic się nie dzieje w tym miesiącu. Żadnych festiwali, do matury uczyć się nie muszę, do sesji jest jeszcze trochę czasu. Jedyną taką datą powiedzmy ważną jest 26 kwiecień, chociaż nie wiem jaką notkę dodam - bo chyba raczej nic tego nie zobrazuje. Tak więc plan na ten miesiąc będzie czysto teoretyczny:
5 notek: 
- jedna ze zdjęciami
- jedna tematyczna
- 26 kwiecień
i dwie wolne na codzienne marudzenie...

czwartek, 26 marca 2015

20 lat

Dziś skończyłam 20 lat... w sumie mogłabym tak zostawić tę notkę, bo to zdanie jest dobitne samo w sobie. Niby czekałam na lata studenckie i planowałam sobie czego to nie dokonam. Heh... jestem na drugim semestrze i mam wrażenie, że nie dokonam nic w tym kierunku:) Niby to się łączy z moim hobby niby nie. Tak czy siak za dwa lata podejmę się czegoś bliższego mojej "idealnej" przyszłości. 
Czytałam sobie poprzedniego bloga, a dokładnie notki z urodzin. Widać na nich jak stopniowo 'dorastałam'. W końcu pierwszą napisałam pięć lat temu, ciężko pisać poważnie w tym wieku... Licealne wpisy były już ciut poważniejsze, chociaż notki dodawałam wtedy codziennie - więc obejmowały zdarzenia typu: spóźniłam się do szkoły... (ahh abram, tak lajtowo to traktował - nawet kiedy miałam już auto;) ) Ostatnia notka urodzinowa na tamtym blogu została napisana, gdy skończyłam 18 lat. Przynajmniej używałam już znaków interpunkcyjnych, no i potrafiłam już napisać coś o odczuciach i emocjach. 
Podsumowując, fajnie mieć bloga/blogi i czytać jak od głupiej małolaty zmieniłam się na marudzącą dwudziestolatkę:)

Happy b'day to me.

wtorek, 24 marca 2015

Happy B'day to "KTOŚ MI UKRADŁ NAZWĘ"!

Tak, w dniu dzisiejszym minął rok od założenia tego bloga. Szalony rok, pełny niespodzianek - pozytywnych oczywiście... nie no te inne też były. 
Przejdźmy do sedna sprawy! Od tygodnia zastanawiam się jak tę notkę napisać... Rok temu opisywałam mój okropny sen; marudziłam, że nikt tego dnia mnie nie lubił; oznajmiłam, że pan S. chciał mnie  zabić drzwiami. Nic takiego dziś się nie działo. Nawet zapamiętałam mój sen, ale nic nie wnosi do mojego życia... albo inaczej obudziłam się po prostu jak po większości snów. No po prostu nie ma o czym pisać. Dzień jak co dzień, więc co sprawiło, że rok temu postanowiłam założyć tego bloga? Wyjaśnieniem tego jest mój tytuł: ktoś mi ukradł nazwę. Blog miał być czysto fotograficzny, ale okazało się, że moja pierwotna bardziej kreatywna nazwa jest zajęta. Chciałam zobaczyć co za wafel mi ją 'ukradł', no i się dowiedziałam... Heh, po przeczytaniu jedynej notki, stwierdziłam heeej przecież ja też znowu mogę tak pisać. Mogę marudzić na wszystko, a i tak nikt tego nie przeczyta. No i jestem. Już rok. Jak już się tu pojawiam z chęcią napisania tej jednej z pięciu notek - patrzę z przerażeniem na statystykę, że bywają osoby które odwiedzają to. Co oni sobie biedni myślą... 


Myślę, że gdyby nie tamten blog to nie pisałabym bym tu. A twórczość zniknęłaby po kilku nieudanych zdjęciach. Jednak mimo dezorganizacji i zapominania o notkach, mam czasem chęć tutaj pomarudzić i subiektywnie ocenić świat. Oby trwało to jeszcze długo, chcę pobić moje poprzednie blogowe "dzieło" (aż dziwne, że pisałam tam prawie codziennie przez trzy albo nawet cztery lata...)

No... to wszystkiego najlepszego dla: KTOŚ MI UKRADŁ NAZWĘ :)

niedziela, 22 marca 2015

Tyle czekania i ... alergia

Nadszedł w końcu dzień, w którym dodaję notkę. Oczywiście jestem tak niezorganizowana, że nawet gdy mam ustalone terminy notek to i tak zapominam... Oh. Ale koniec marudzenia.

Jak było na MFF? Hmm zacznijmy może od środy - dzień wieszania naszych prac. Jakoś wszyscy zbliżyliśmy się do siebie - była zabawa no i w sumie o taką integracje chodziło. Mam nadzieję, że jeszcze wiele takich montaży przed nami <3 
W piątek o 18 było otwarcie całego festiwalu. Nie obyło się oczywiście bez pecha... począwszy od butów, które zabrała mi mama - idąc przez kontrolkę klocków hamulcowych - kończąc na zapchanym parkingu i miejscu nie wiadomo gdzie. W pierwszych sekundach festiwalu przypomniałam też sobie jak na tej sali jest gorąco. Jak to ja ponarzekać mogę - jednak to sprawa tego, iż dopadła mnie alergia i samopoczucie nie sprzyjało egzystowaniu... Aczkolwiek sam festiwal dopięty na ostatni guzik. Organizatorzy jak zawsze się spisali. Naprawdę wielkie brawa i pokłony, bo samo zaproszenie takich szych jest dość hardkorowym wyzwaniem - a co dopiero upięcie tego w te trzy dni. Niestety nie spędziłam ich tak jak chciałam przez wspominaną alergię - w sobotę większość czasu przesiedziałam nad zalewem, co również było fajne - ale heeej!!! Zalew tam jest ciągle, a festiwal raz do roku. Z tego co pamiętam rok temu miałam podobnie - jeśli chodzi o chorobę - tylko, że powodem było chodzenie w deszczu w samej marynarce... Chyba pominęłam najważniejszą rzecz, w końcu moje zdjęcia mogła podziwiać większa ilość osób <3 Myślę, że niedługo je tu wstawię (tak, tak zapełniam notki :*) i pochwalę się i tutaj!
Podsumowując moją dziwną niechronologiczną i nielogiczną wypowiedź... Festiwal na plus, czekam na kolejny... ale proszę - alergio giń!!!

niedziela, 8 marca 2015

Powrót z Niemiec






Zdjęcia wykonane z samochodu przy prędkości ponad 200km/h. Stąd ostrość taka jaka jest. Przyznam, że robienie zdjęć z okna jest ciekawą formą zajęcia czasu. W końcu osiem godzin jazdy to rzecz bardzo męcząca i nudna.