Wrzesień się kończy, pora znów napisać. Tym razem mam wenę. Pisze to w aucie w drodze na wieś, taka wena najlepsza. Ogólnie to ta notka nie ma jakiegoś specjalnego tematu, sensu itd. Po prostu piszę to co mam obecnie w głowie... Słucham sobie Night Call i myślę o wszystkim co wokół mnie się dzieje. Dalej mam w sobie jakiś brak uczuć, a do tego doszła alergia i bardzo złe samopoczucie. Jednak nie chcę rozprawiać tu o moim zdrowiu.
Byłam dziś w moim liceum poodwiedzać ludzi i porozmawiać... ułożyć zapomniane puzzle. Powiem Wam, że poszło całkiem nieźle. Tak bardzo nie chciałam tam jechać, ponieważ spodziewałam się piorunów nienawiści, a dziesięciominutowy sen tego nie ułatwiał. Ale było przyjacielsko, bardzo... Oczywiście, że się cieszę... mimo wszystko cholernie zależy mi na tej przyjaźni. Nie da się zostawić w tyle czegoś, co próbowało się budować ponad rok (no chyba, że fundamenty nie są stabilne - ale to mi akurat nie grozi). No i nic nie poradzę na to, że mam mózg jaki mam i każe mi się przejmować najmniejszymi pierdołami.
Ciężko jest mi się odnaleźć obecnie, tutaj w Polsce... Dalej mówię zamiast złoty to funt, a w sklepie dziwie się dlaczego tak dużo osób mówi po Polsku. Potrzebuje jakiejś iskierki albo nawet porządnego wstrząsu... Myślę, że więcej takich dni, jak dziś i rozmów, mi pomogą. Ah no i pewnie Uniwersytet Śląski swoimi sesjami zafunduje mi pranie mózgu. Mimo wszystko cieszę się - a to już jest jakieś uczucie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz