niedziela, 29 czerwca 2014

UK dzień 1

No to jestem w UK. Jak wrażenia? Hmmm no jest fajnie, miła rodzina i ładne widoczki. Co do języka to matura, a taka codzienność to dwie różne rzeczy. Co z tego, że zdałam ustną na 93%, jeżeli rozmawiając z rodowitą Angielką myślę 5748657 razy jakiego czasu użyć, co w ogóle powiedzieć. Może za te dwa miesiące się coś zmieni, nie wiem ...
Jutro pierwszy dzień w szkole. Kompromitacja językowa part 2 ... nawet nie wiem gdzie mam kupić bilet na busa :) heheheheh, so nice.

A co z moimi puzzlami? Oh.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

puzzle

Pewnie każdy z Was zastanawia się jak to jest dostać nagle jakąś siłę, kopa, pewność co do tego co chce się zrobić. No ja sama się zastanawiałam, mimo iż czasem miałam takie przebłyski... ale dziś? Dziś wstąpiło we mnie coś takiego czego nie da się opisać. Poprzednia notka była nieco pesymistyczna, uwierzcie że tak pesymistycznie czułam się przez cały czas od tego 15 czerwca. Sama z sobą nie mogłam wytrzymać i to gorzej niż przed maturą. Po prostu wystarczyła jedna myśl i byłam w kawałkach, puzzle - mega trudna układanka... A ciężko się ułożyć w jeden dzień i od razu skoczyć w przepaść i to nie tylko kilometrów... W sumie ta myśl, idea rodziła się od początku tego dnia, ale sama siebie do przodu bym nie popchnęła. Jednak moje drugie ja ma czasem trochę litości... cokolwiek by to nie było, dziękuję:)

niedziela, 15 czerwca 2014

...

Nie rozumiem już nic. Ba, czy kiedyś rozumiałam? Nienawidzę siebie za parę rzeczy, w ogóle tego nie potrafię ogarnąć... Niby to fajne, a czasem dostarcza samych problemów. No i dostawa nie kosztuje nic... Oh, potrzebuje rozmowy. Zepsułam, bo straciłam chyba ostatni moment na nią. Znając moje szczęście za te 2 tyg nie będzie tej możliwości... Wyjadę w takim humorze jaki mam teraz. Choć wiele razy się myliłam i mówiłam sobie - nigdy więcej - to teraz czuję się milion razy gorzej. A co mi często pomaga w takich stanach? Cieszyn. Tak więc ... we wtorek Cieszyn. Czasem moje problemy rozwiązują się same i zawsze miało to miejsce w tym mieście, więc czemu nie... 

niedziela, 8 czerwca 2014

Za horyzontem czeka cel?

Jak ten czas leci ... myślałam, że ten czerwiec będzie mi bardzo powoli płynął - a tu taka niespodziewanka. Pewnie, że się nie cieszę. Czym bliżej mojego wyjazdu tym bardziej mi się nie chce. Teraz jest tak fajnie, pięknie. Nooo za parę miesięcy to powinnam napisać amazing, splendidly... oh wow. Nie, nie, nie. Jakoś nie uważam tego języka za jakiś mega piękny i raczej przez te dwa miesiące nie zapomnę polskiego. Myślę, że podczas pobytu też będę pisać po PL, ale nie w szkole ... tam są jakieś kary za używanie innych języków. Najlepiej w ogóle się nie odzywać jak nie proszą... 

A co się działo u mnie przez ten czas kiedy tu nie pisałam? Hm, tak słodko-gorzko. Ale takie życie mi się podoba. Chociaż brakuje mi jakiejś narzuconej rutyny, to staram się żyć normalnie. Byłam na wsi, robiłam zdjęcia w deszczy. No oczywiście, że na mój wyjazd akurat musiało lać. 
Teraz jest ciepło, jest uśmiech. Zbyt dużo to się nie zmieniło. Niech się nie zmienia, jest fajnie... tak lubię.