sobota, 29 marca 2014

Czas i metefora

Jest sobota, więc pora napisać! Oczywiście, że od rana powinnam się uczyć matmy, a dopiero wróciłam do domu. Bywa i tak. Tak bardzo mi się nie chce uczyć, że nawet wolę na pełnym spontanie napisać tutaj. Także przynajmniej na kolejne 20 min (myślę, że tyle zajmie mi ta notka) odciągnę się od tej maturalnej rzeczywistości.

Myślałam, że jak sobie założę nowego bloga, to będę mogła pisać tu naprawdę bezpośrednio. Jednak ciężko mi to robić. Mam już dwie notki w wersjach roboczych i nie wstawiłam ich tylko ze względu na to, że za dużo rzeczy jest powiedzianych wprost. Oczywiście, że to tylko mi się wydaje - mało osób zna jakieś konkretne szczegóły, które mogłyby przyczynić się do tego, że będą wiedzieli o czym piszę. Przez cztery lata jednak pisałam największymi metaforami i nie umiem po prostu kliknąć opublikuj. Może powoli się przestawię, a może nie...

Przechodząc jednak do tematu, to powiem szczerze: jeszcze nigdy czas nie leciał tak szybko, jak robi to teraz. To jest straszne! Ciągle słyszę ile to dni zostało jeszcze do końca szkoły, każda normalna osoba powinna się cieszyć. Tylko, że ja nie jestem normalna. Wszystko co pozytywne wiąże się ze szkołą... Okej, gdy mam wolne to przynajmniej zaczynam jakieś fotograficzne projekty, ale w szkole się uczę jak je zrobić. Każda rzecz się równoważy i każda rzecz sprawia, że chcę wykorzystać te dni na maxa. Jasne, że przez to perspektywa zakończenia staje się jeszcze gorsza, ale co mam innego zrobić? Nic nie zrobię, czasu nie powstrzymam, siedzieć w kącie też nie zamierzam. 
Chociaż znam rozwiązanie ... matma. Pora zacząć robić zadania, a potem zastanowić się nad prezentacją na ustną z polskiego. Także zostawiam Was z tą dziwną niedokończoną notką, a ja zabieram się na kolejny zestaw maturalny. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz