Tak sobie dziś podczas mycia zębów pomyślałam, że te moje wywody tutaj po części upiększają mój świat. Używanie tych różnych metafor tworzy trochę taki pozór barwniejszego świata. Można powiedzieć, że się zjadło bułkę, ale również można to samo zdanie ująć w dużo ładniejsze i ciekawsze słowa. Od zawsze preferowałam takie pisanie, lubię przez to też wracać do starych notek i pomyśleć o niektórych sprawach na nowo albo po prostu powspominać. Moje życie jakoś zbyt szybko nie zmienia się, ale czasem takich nagłych ruchów brakuje. Przeraża mnie trochę ta wizja totalnej rutyny i stabilizacji, a z drugiej strony nie da się inaczej. Mam nadzieję, że w tej rutynie znajdę trochę czasu na te drobne szaleństwa. Dzięki nim nie tylko słowa stają się upiększone, ale też całe moje życie. W chwilach, gdy robię najnudniejszą rzecz lubię sobie przypomnieć jedną z głupotek i na chwile odpocząć umysłowo. Dlatego dobrze jest wytwarzać coraz to nowe głupotki. Dobra zaczynam już schodzić na dziwny typ pisania. Miałam inaczej tę notkę przekazać, a jej puentą miało być to, że się zabiorę w końcu za coś kreatywnego i napiszę coś, co może się przydać nie tylko mi. Ale żeby nie zapeszać, wszelkie informacje będą nie bieżąco.
Co do zmian w życiu: jestem magistrem. Żegnaj statusie studenta, witaj stała praco. Za tydzień wyjeżdżam na ostatnie wielkie wakacje. Potem pozostaną tylko krótkie dni urlopu. Ach.
A tak w ogóle, to stwierdzam, że historia się powtarza... pod koniec czerwca poczułam ogromne zdeterminowanie tak jak rok temu. I mogę powiedzieć, że serio te 3 tygodnie wyglądały identycznie. To jest trochę przerażające, ale i śmieszne. No może ulice się zmieniły i pogoda, no i samochód. Za rok to kurna będzie prywatny odrzutowiec, co? I wtedy obiecuje, że przywalę sobie kijem w łeb... nie wiem skąd wezmę kij w takiej sytuacji, ale to zrobię!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz