O kurde. Jak niewiele trzeba by rozpalić ogień, jak niewiele trzeba by stać się celem pioruna. Ale jak wiele trzeba by te ognisko utrzymać, jak wiele trzeba żeby od tego pioruna nie zginąć. Ja tak naprawdę co chwile ginę. Niczym feniks. Umieram by podnieść się i pokazać kim jestem. Człowiek przyzwyczaja się do jakiegoś stanu rzeczy i powoli to zaczyna być życiową normą. Czasem wkurwiającą, no bo zawsze chcemy iść na przód a nie stać w miejscu... nie wiem do czego zmierzam tą wypowiedzią. Nie wiem w ogóle do czego tak naprawdę zmierzam. Jak głosi eudajmonizm wszyscy zmierzamy do szczęścia... tylko szczęście w tym rozumieniu opiera się na dobru. A w tym przypadku dobro i moralność jest łamane. Więc w teorii nie zmierzam do szczęścia, tylko do autodestrukcji. Chciałabym chociaż raz to wszystko zrozumieć, naprawdę... bo to mi daje tyle energii i uciechy z życia. Bez tego wszystko traci sens, wszystko to co do tej pory zrobiłam i robię. W tamtym roku było łatwiej, teraz mam wrażenie że sama próbuję wszystko ogarniać by było tak samo. Niestety połowa 100% to tylko 50%, a skoro z takim wynikiem nie da się nawet zdać egzaminów, to jak mam dawać radę tworzyć coś za dwie osoby? A może to ja się zmieniłam, może tak naprawdę to wszystko moja wina i ja psuje tą sielankę. No widzicie, wszystko do tej autodestrukcji się sprowadza. Myślę, że zostały mi dwie ostatnie szanse. Jeśli je przegram, poddaje się. Mimo, że czuje, że to naprawdę jest ten kierunek i cel... nie wytrzymam już dłużej psychicznie. Nie chcę też żeby inni cierpieli i obwiniali się, że jestem smutna - przecież to wszystko po mnie widać. Ja wiem, że piszę tu raz tak, raz tak. Tylko to nie jest takie proste, jak może się wydawać. Nie mam silnej woli w chudnięciu i innych dziwnych rzeczach, ale w tym przypadku potrafię poświęcić wszystko żeby czuć się tak, jak opisuje to w tych wesołych notkach. Dosłownie wszystko. Chyba nie jestem dobra w układaniu puzzli.
Każde z nas już dobrze wie, że sentymenty złe potrafią zabić tylko mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz