sobota, 1 października 2016

Sekunda

Nie zawsze jest kolorowo. Tak, zazwyczaj piszę tu w dwóch przypadkach: albo kiedy jest mega pięknie... motylki dookoła i te sprawy, albo kiedy jest ponuro. No cóż, czasem nie mogę zapanować nad własnymi myślami i choć jest pięknie, to nie mogę w to uwierzyć. Ba... zamiast się tym cieszyć, to czekam kiedy będzie źle, bo przecież nie może być tak fajnie... Ale od początku, chaotycznie i bez sensu, ale od początku...
Nie lubię tego jak inni mnie oceniają. "Przecież masz wszystko... samochód, telefon i wszystko czego zapragniesz - dlaczego narzekasz?". Tylko czy te materialne rzeczy dadzą mi szczęście? Może jakaś część mnie to docenia, ale nie o to chodzi w życiu. Znacznie bardziej cieszy mnie zarobione 50 zł, niż to które dostałam od rodziców. Zrobiłam coś sama i udowodniłam, że potrafię. To mnie cieszy. Mam w sobie ogromną motywację i siłę. Oczywiście, że nie do wszystkich spraw... no chciałabym ... Tak jak na poprzednim blogu pisałam, że potrafię wstać o 5, żeby być na 7 w szkole... Tylko dla jednej rzeczy, tylko dla sekundy, która odmieniła moje życie. A teraz? Potrafię przesiedzieć przy pracy całą noc, położyć się o 6:30 na dwie godziny po czym wstać i wrócić do komputera. Co z tego, że byłam padnięta... dodatkowo ogarnęłam cały dom, normalna ja nie miałaby na to siły. Teraz jak nawet o tym pomyślę, to nie mam siły. Jednak coś ją dodało. Już rozumiem wszystko, wiem dlaczego uważasz mnie za silną psychicznie i dzielną. Ktoś inny by się już załamał, a ja ciągle wracam. Mimo, że bywają dni, w których przeklinam wszystko i postanawiam, że już nigdy więcej... kurde, naprawdę nigdy się tyle nie napłakałam ani nie nawyzywałam się od głupich itd itp... Po tym wszystkim trzymam się tego, że to koniec. No i przychodzi ta sekunda, zawsze coś nieoczekiwanego, nagłego i zadziwiającego. Przewraca mój świat znowu do góry nogami, przestaję być zła. Po tych wszystkich dziwnych akcjach mam wrażenie, że to ja sobie stwarzam te problemy... może i jestem naiwna i daję sobą manipulować... tylko to nie jest tak, że nagle powiem sobie koniec i tyle. Zbyt skomplikowanych spraw nie da się załatwić jednym słowem. Narazie sklejam te puzzle kropelką, bo pieprzone skurczybyki lubią się gubić ;) 

Mam ochotę tu dużo napisać, ale myślę że jak na publiczny blog to i tak za dużo... Tak czy owak obecnie robię sobie przerwę w moich motywacjach. Spokojnie czekam na kolejny zaskakujący moment, bo sama siebie też mam dość :D Naprawdę... nie umiem z sobą wytrzymać. Uczelnio jak dobrze, że się zaczynasz. Matko!!!  


Prawie zapomniałam, eh. Trzeba pożegnać oficjalnie martwy granat. Tak jak żegnałam moje bordo, żegnam granacika. Nie wiem kurde, jakąś mowę pogrzebową powinnam utworzyć czy co? *Bla bla bla*, zostaniesz zawsze w mej pamięci oraz pamięci mojej Audicy. Napisałabym tu więcej rzeczy, ale już wystarczy mojego porąbania na dziś :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz