sobota, 30 lipca 2016

hmm

Nie umiem się nigdzie odnaleźć, wszędzie jest mi źle. Pojechałam na tą wieś, ale tu jest tak samo jak w domu. Chociaż pewnie odnalazłabym się tu... ale w samotności a tutaj wszyscy za mną biegają i tylko tym wkurzają. Pewnie, że ich za to nie winię, bo nie wiedzą nawet w jakim celu tu przyjechałam. Oprócz tego bloga i mnie to chyba nikt nie wie. Ciężko jest to wszystko opisać. Bo tu już nie chodzi o te paręnaście dni, one są tylko dowodem na to, iż sama zginę na tym świecie. Najlepsze jest to, że tyle super rzeczy wokół się ostatnio dzieje. A ja nie potrafię się w pełni z tego cieszyć, bo nie mam komu opowiedzieć. A czysty tekst nie zastąpi emocji, to już dawno wywnioskowałam. Już pierdzielić moje inne potrzeby, tak cholernie pragnę rozmowy... nie chcę wracać do dawnej siebie, nie chcę znów mieć przed oczami tylko kompleksów. Niestety nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli i tak już dostałam wiele. Może kiedyś pogodzę się z tą myślą.

piątek, 22 lipca 2016

Przepaść

Witam. Jest po 2 w nocy... pora napisać. Poczuć się jak dawniej i opublikować nocny post. Ale chwila... Dlaczego Karolino piszesz? Czyżby coś się stało? Smutek? W tym twoim arcy ciekawym życiu jest czas na smutek?! 
No dobrze zacznijmy od tego, że stanęłam na skraju przepaści. Problem w tym, że ani nie mogę skoczyć ani się cofnąć. Nie wiem. Naprawdę nic już nie wiem. Cały świat wiruje wokół, a ja obecnie mam taką samą pustkę w głowie jak miałam tego przełomowego grudniowego dnia. Z tym, że byle wiadomość by mnie teraz nie pocieszyła (no dobra... pocieszyłaby). Od tego jednego dnia minęło ponad 8 miesięcy. Bardzo szybko minęło. Powinnam teraz podkreślić jakie to super były, ale nie o to tu chodzi. Wszystkie zalety są w postach niżej albo w moim prywatnym pamiętniku. Chodzi o to, że każdy dzień powoli prowadził mnie do miejsca, w którym teraz jestem. Do tzw. middle of nowhere, mojej przepaści. Człowiek racjonalny zaproponuje wycofanie się - a ja powiem, że za późno. Człowiek nieracjonalny stwierdzi, że teraz albo nigdy - a ja okaże swój strach. Wspominałam, że znalazłam w sobie odwagę? Nooooo chybaaa nie do końcaaa. Tak się pochwaliłam dziś tą pewnością, że poczułam się jak jakiś szczeniaczek uczący się świata. Nie wiem co się dziś ze mną stało, nie przypominałam mojej codzienności. W zasadzie to niczego nie przypominałam. Nawet tego miliona, którym miałam być, NAWET dwóch groszy. Taka trochę bezosobowa byłam. Albo stres przed podróżą przeszedł na mnie (co jest bardzo możliwe... czasem boję się o niektóre rzeczy, które nie dotyczą mnie bezpośrednio) albo zaczęłam tracić to "coś" czym żyłam trochę czasu. Istnieje też możliwość, że kosmici zjedli mi mózg. Aczkolwiek pierwsza i druga opcja są bardziej prawdopodobne. Mózg to już dawno co innego mi zjadło. Przecież, gdybym kierowała się mózgiem, a nie emocjami byłabym w zupełnie innym miejscu. Ze mną jest jak z dzieckiem. Nie chce czegoś, ale kiedy nadarzy się okazja ZROBIĘ TO. Brak silnej woli Karolinko, brak silnej woli. Taka już jestem. Mam nadzieję, że to tylko dziś byłam taka nijaka. Jednak jutro szykuje się gorszy dzień. 

W czwartek chyba pojadę na wieś. Muszę się odciąć od tego wszystkiego. Zero telefonu, zero komputera. Zero rozmów i wiadomości. Tylko ja i mój aparat. W końcu podobno jestem "dzielna", zobaczymy na ile. Czasem próbuję, bo wiem że mogę dać radę. Ale Ty mi to psujesz, najgorsze że to lubię. No i tutaj właśnie zataczamy krąg. Uzależniłam się. A teraz wszyscy powinni wstać i chórem powiedzieć "wspieramy cię, wspieramy".

A co jest najlepsze w takich smuteczkach? Czerpię wtedy inspirację na moje projekty. Teraz też powstał pomysł. Bardzo subiektywny pomysł. Może mój okropny egoizm w końcu się do czegoś przyda. To będzie największe wyzwanie... pokazać światu co dzieje się na codzień w mojej głowie. No chyba, że ten obecny świat to serio projekt mojej wyobraźni. Może naprawdę leżę w śpiączce? Nic nie jest niemożliwe. Taki trochę świadomy sen, a ja zatraciłam się w tej iluzji. 

niedziela, 3 lipca 2016

kropka, kropka, przecinek


Call me anytime that you see the lightning
Don't you feel alone, you can always find me.


/ bywa i tak :)

piątek, 1 lipca 2016

Koniec sprytnej indywidualistki

Przychodzi w życiu czasem taki moment, że zdajemy sobie sprawę z tego, że sami nie jesteśmy w stanie czegoś zrobić. Oczywiście, że przebiega to w różnych płaszczyznach, czasem ogólnym funkcjonowaniu. Do dziś myślałam, że mi to nie grozi. Myślałam, że jestem sprytną indywidualistką, która potrafi sobie poradzić z wszystkim sama. No cóż. Patrząc na siebie w okresie ostatnich dwóch tygodni mogę stwierdzić, że ta indywidualistka zagubiła się. Ba, już pare lat temu można było odczuć lekką utratę tej cechy. Jednak dopiero teraz przeszła metamorfozę. Totalną. 

To jedna sprawa. A druga? Hmmm... czas stanąć porządnie na nogi. Wyśpię się w wakacje. Teraz potrzebuję wiatru we włosach i uśmiechu. W końcu żyje się raz, a nie chce przespać wszystkich dobrych okazji. Tak, mówię to ja wieczny śpioch. 


Może to i lekcja upadania. Może. W pełni zgadzam się na nią.