piątek, 21 listopada 2014

Godzina W?

Oh właśnie wróciłam z kina, z kolejnej części Igrzysk Śmierci… Muszę powiedzieć, że film nie zrobił na mnie jakiegoś zbytniego wrażenia. Jednak obudził we mnie "coś" do myślenia. Ciężki temat bo ciężki, ale co tam ... WOJNA ... Rozumieć te pojęcie można różnie. Jednak te negatywne cechy czy tam wyjaśnienia przeważają. Nie chcę jednak myśleć o słownikowym znaczeniu tego słowa... Czym dla mnie jest owa sytuacja zwana wojną? Może i kiedyś była to walka o lepsze jutro jednak teraz? Kiedy patrząc prawdzie w oczy jest lepiej, ale ludzie i tak narzekają. Nawet ci najbiedniejsi żyją lepiej niż w czasach poprzedniej wojny, jednak chcemy lepiej... Owszem można, a nawet polepszanie naszego bytu jest wskazane, tylko czy musimy go udoskonalać walką z niewinnymi osobami - idąc po trupach? Wojna to nie ogół, dlaczego patrzymy przez ten pryzmat kraju? Okej, zdarza się, że nie lubimy kogoś - lecz nie zabijamy go (a jeśli to robimy, jesteśmy nienormalni) z tego powodu. Tak po części jest teraz, jakieś państwo nie lubi innego i powoli chce je zniszczyć. Nie wiem czy w tym XXI wieku jest miejsce na zdobycia terytorialne... Rozumiem mniejszości narodowe i te sprawy, jednak pytam po raz kolejny - czy to jest powód do zabijania? Myślę, że za bardzo patrzymy na ten ogół - a ów zbiorowość otacza nas znieczulicą. Może spójrzmy na każdego człowieka osobno, jest taki jak my. Ma rodzinę, którą kocha i chce bronić. Tak jak my dorastał i szedł przez życiowe ścieżki doświadczenia. Walczy dla swojego kraju, jest bohaterem dla własnej żony i dzieci - jest zmuszony do zabijania, lecz i on może polec - a co po nim zostanie? W/w ogół i płacz rodziny. I tak samo jest po drugiej stronie. 
Pojęcie bohater kraju istniało dawniej, teraz jeśli by miało coś się zdarzyć, będzie jeden przycisk - cały kraj może zniknąć z powierzchni Ziemi, miliony istnień zabitych przez inne. Tyle lat walczyliśmy o pokój z ONZ na czele, a teraz zaczęły się kolejne zamieszki - tym razem na skalę światową. Czy tak ciężko zrozumieć, że jedna gierka ciągnie za sobą kolejne? To tak jak z dziećmi, "on zabierze mi zabawkę, a ja dwie". Może wszyscy się nawzajem pozabijamy, albo ów przycisk zadziała inaczej niż miał? To nie film, w życiu nie ma reguły "zło zazwyczaj przegrywa". Życie to totolotek, możesz się starać i być dobrą osobą - a "odstrzelą" cię pierwszego (nie mam na myśli dosłownego odstrzelenia, przy temacie wojny można tak pomyśleć, jednak w tym przypadku to tylko i wyłącznie metafora). 
Może powinniśmy się zacząć cieszyć naszą egzystencją na tym świecie? Może natura planuje na nas zemstę rodem z filmu Interstellar? Wtedy będziemy musieli połączyć siły, chociaż taka siła pozaludzka zawsze łączyła ludzi. Pewnie każdy byłby przyjacielem, a ropa naftowa i terytorium odeszłyby na drugi plan. Zostawiam Was z tymi pytaniami... 

Tekst jest w 100% subiektywny, takie są moje odczucia... Jeśli się z tym nie zgadzacie - a jest tak na pewno - to cóż, pogląd, poglądowi nie równy. A różnorodność jest piękna, czyż nie? Nie chciałam nikogo tutaj prowokować, ani nic w tym stylu... Pomysł narodził się nagle, chce mi się siku - a siedzę przy komputerze i to piszę. Cóż za poświęcenie. 


Dobranoc. 

niedziela, 9 listopada 2014

niematytułu

Gdybym miała zliczyć wszystkie łzy, które wylałam w ten weekend za pewne nie starczyłoby miejsca w wiaderku. Nie wiem co się dzieje... czuję się jakby świat postanowił ot tak mnie olać. Wszystko za co się zabiorę kończy się tragicznie, nie umiem myśleć racjonalnie, a same myśli się zapętlają. Może wyda się to głupie, ale te momenty załamania które opisywałam na tym czy poprzednim blogu to było nic. Oddałabym wszystko za to by się ułożyło, niekoniecznie na moją korzyść. Po prostu nie chcę tego chaosu, dobry case to zapomnieć... A jeszcze lepszy wyjechać. Skoro i tak mam zamiar zmienić studia to czemu by nie przenieść się do Krakowa czy też Wrocławia. Nie sądziłam, że to kiedyś napiszę - ale nie mogę dłużej tu wytrzymać. Teraz jest tylko jeden wielki chaos, mimo iż należę do bałaganiarskiego typu - to tego nie umiem znieść. 

sobota, 8 listopada 2014

Pora na ...


... coś dłuższego ... 

Gdzie się podziała moja motywacja, mój humor i inne spojrzenie na świat? Nie ogarniam co się stało, a raczej co się dzieje. Nie mam chęci na nic, a najbardziej na te studia. Nie rozumiem co te durne humanistyczne przedmioty mają wspólnego z moim kierunkiem... Nie polecam wybierać kierunku na wydziale filologicznym... nawet jeśli nie ma on nic wspólnego z filologią. Może po specjalizacji się zmieni? Przeczekam ten rok, a potem zobaczymy. Ah, przyznaję popełniłam kolejną głupią rzecz w moim życiu... niby z takich spraw potem się śmieje, ale ja jeszcze nie śmiałam się z ani jednej... 
Może po prostu jestem smutnym człowiekiem, tak to na pewno to. Szkoda, że to się pogłębia. No, ale cóż mogę zrobić? Nie będę już próbować rozwiązywać niczego sama, bo źle to się kończy. Może w końcu się nauczyłam czegoś na własnych błędach? Za późno, ale podobno nigdy nie jest za późno i lepiej późno niż wcale? A myślałam, że jesienna depresja mnie w tym roku nie dopadnie... 

sobota, 1 listopada 2014

pierwsza!


siedem, a zarazem jeden.