poniedziałek, 1 stycznia 2018

2017

Trzeba podsumować ten rok. Oczywiście nie był on najlepszy, patrząc na moje 22 lata życia można powiedzieć, że był zdecydowanie najgorszy. Jednak nie można czegoś ocenić za 100% czarne lub białe. Z tym moim "najgorszym" rokiem było podobnie. Mimo wielu chwil słabości były też te fajne. Na pewno początek nie był taki zły wtedy jeszcze na mojej buźce królował uśmiech i doceniałam każde dobro, które mnie spotkało. Chyba za bardzo się w tym dobru zatraciłam, albo chciałam go jeszcze więcej. Coś się po prostu popsuło, może na moje życzenie... nie mam pojęcia. Ja stałam się cieniem samej siebie, nawet specjalnie nie zabiegałam o to żeby ktoś mnie dostrzegł. Celem była moja strefa komfortu czyli dom, to co działo się po za nim przestawało mieć znaczenie. Wszelkie kontakty międzyludzkie zaczęły mnie wkurzać, a z drugiej strony moja świadomość przez tą negatywną energię krzyczała wręcz o pomoc. Bardzo chciałam by mnie ktoś wysłuchał, ale osoba, której próbowałam to powiedzieć, nie traktowała tego poważnie. Wręcz nabijał się, po co mi to wszystko. Sama chciałabym wiedzieć po co. W jakimś sensie jestem silna, ale po tylu rozczarowaniach ta siła gdzieś prysnęła. Jeśli najbliższa osoba ignoruje cię, to tracisz wiarę w to, że wyleczysz się ze swoich problemów, że będziesz w stanie komuś zaufać. No i pod koniec tego roku zobaczyłam, że jest tak z prawie wszystkim. Jeśli ja nie wykażę inicjatywy, to po prostu jest tak jakbym po prostu nie istniała. No i tak to właśnie wyglądało pod koniec roku i to najbardziej dało mi w kość.
Nie umiem dosyć klarownie tego opisać... ale wczoraj stojąc i czekając na fajerwerki postanowiłam, że nigdy więcej... że skoro zaczyna się nowy rok nie doprowadzę do tego, żeby trwał w samym smutku. I co najważniejsze: nie dać się już więcej manipulować, bo chociaż robiłam wszystko prosto z serduszka, w większości nie było to docenione.

Żegnaj przeszłości. Żegnaj 2017.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz