piątek, 24 marca 2017

3 lata

No i blog już ma trzy latka. Jak to leci... pamiętam jak na poprzednim obchodziłam 3 lata istnienia, a tu już kolejny tyle ma. Myślałam cały tydzień co by tutaj napisać. Rok temu ominęłam ten dzień, a dwa lata temu też zastanawiałam się co takiego napisać i po prostu wyjaśniłam pochodzenie nazwy. Myślę, że dzień w którym założyłam bloga był w jakimś sensie wyjątkowy. Może dzień, a może po prostu to zderzenie dwóch światów, które tak naprawdę są jednym okropnie chaotycznym światem. Kiedy w życiu człowieka zaczyna się coś dziać, ma ochotę gdzieś to przelać, a że ja nie do końca jestem istotą społeczną (która musi znajomym opisać dokładnie swój "problem") wybrałam blog. Wiem, że w większości opisuje tu jakieś dziwne depresyjne chwile, ale właśnie wtedy mam czas największych przemyśleń. Nie potrafię czasem pojąć co się wokół mnie dzieje i dlaczego, więc chce tu to napisać. Może za 10 lat będę się z tego śmiać... takie problemy, problemiki. 

Ogólnie rok 2014, był takim dziwnym rokiem. Dziwnym, ale gdyby go nie było, to nie wiem czym bym się stała. Oczywiście, nie ma co gdybać. Może w alternatywnej przestrzeni, gdzie wybrałam inną kolej rzeczy jestem szczęśliwsza? Kurczę. Szczęście to takie subiektywne odczucie. Ciężko jest o nim myśleć, a co dopiero dyskutować. Hmmm... no dobra.

Co się zmieniło przez te trzy lata? Oj dużo. Pierwszą rzeczą jest na pewno nieregularne pisanie tutaj. Jeśli jednak miałabym opisywać każdy dzień, byłaby jeszcze większa nuda. Także moje marudzenie, narzekanie to taka norma. Dziwne wypaczenia na szczęście minęły, oh głupotki, głupotki. No, ale nie wszystko się zmieniło, np. dalej prawie codziennie pokonuje te same tory, tym razem w drodze do pracy. Trafiam nieraz na ciapągi. Nadal mam stresa, że komuś rozwalę auto stojąc w korku na słynnej górce pod torami. No i nadal kolorem idealnym jest niebieski. Coś tam z szalonej blondynki zostało. Tylko teraz auto inne i mniej blondu na włosach. Nie no, jest spoko.

Taka nijaka ta notka wyszła. Nie umiem już pisać na spontanie. Może coś jutro edytuję (pewnie nie! :D) A tymczasem pora spać. 

piątek, 10 marca 2017

∆ ∆ ∆

O kurde. Jak niewiele trzeba by rozpalić ogień, jak niewiele trzeba by stać się celem pioruna. Ale jak wiele trzeba by te ognisko utrzymać, jak wiele trzeba żeby od tego pioruna nie zginąć. Ja tak naprawdę co chwile ginę. Niczym feniks. Umieram by podnieść się i pokazać kim jestem. Człowiek przyzwyczaja się do jakiegoś stanu rzeczy i powoli to zaczyna być życiową normą. Czasem wkurwiającą, no bo zawsze chcemy iść na przód a nie stać w miejscu... nie wiem do czego zmierzam tą wypowiedzią. Nie wiem w ogóle do czego tak naprawdę zmierzam. Jak głosi eudajmonizm wszyscy zmierzamy do szczęścia... tylko szczęście w tym rozumieniu opiera się na dobru. A w tym przypadku dobro i moralność jest łamane. Więc w teorii nie zmierzam do szczęścia, tylko do autodestrukcji. Chciałabym chociaż raz to wszystko zrozumieć, naprawdę... bo to mi daje tyle energii i uciechy z życia. Bez tego wszystko traci sens, wszystko to co do tej pory zrobiłam i robię. W tamtym roku było łatwiej, teraz mam wrażenie że sama próbuję wszystko ogarniać by było tak samo. Niestety połowa 100% to tylko 50%, a skoro z takim wynikiem nie da się nawet zdać egzaminów, to jak mam dawać radę tworzyć coś za dwie osoby? A może to ja się zmieniłam, może tak naprawdę to wszystko moja wina i ja psuje tą sielankę. No widzicie, wszystko do tej autodestrukcji się sprowadza. Myślę, że zostały mi dwie ostatnie szanse. Jeśli je przegram, poddaje się. Mimo, że czuje, że to naprawdę jest ten kierunek i cel... nie wytrzymam już dłużej psychicznie. Nie chcę też żeby inni cierpieli i obwiniali się, że jestem smutna - przecież to wszystko po mnie widać. Ja wiem, że piszę tu raz tak, raz tak. Tylko to nie jest takie proste, jak może się wydawać. Nie mam silnej woli w chudnięciu i innych dziwnych rzeczach, ale w tym przypadku potrafię poświęcić wszystko żeby czuć się tak, jak opisuje to w tych wesołych notkach. Dosłownie wszystko. Chyba nie jestem dobra w układaniu puzzli. 








Każde z nas już dobrze wie, że sentymenty złe potrafią zabić tylko mnie.