... była sobie dziewczynka zagubiona w tym skomplikowanym świecie. Nieśmiała i zamknięta w sobie. Jednak jak bardzo czegoś chciała, potrafiła się otworzyć. Niestety czasem takie próby kończyły się źle... Chciała zapomnieć o jednym roku, ale to nie było łatwe. Odnalazła jednak pewien promyczek, pewną nadzieje. Podniosła się na nogi i otwierała coraz bardziej. Może i nie zaczynało się to bardzo owocująco, ale ona była szczęśliwa. Doceniała każde spojrzenie i każdy uśmiech. Niestety jak to bywa w brutalnym świecie, dni szczęścia były policzone. Mogła starać się i dawać z siebie wszystko, a i tak nie potrafiła zatrzymać uciekających godzin. Przez presję czasu podjęła się motta: 'jeśli nie teraz to nigdy'. Realizowała swoje głupie pomysły. Czasem los się uśmiechał i stawiał na drodze przeszkody, które mimo wszystko prowadziły do czegoś wspaniałego. Bywało też źle, bywał stres i wątpliwości. Dziewczynka z każdych porażek podnosiła się, czuła się silniejsza. Nadszedł jednak ten ostateczny dzień, przez natłok wszystkiego nie była smutna, ale miała świadomość co oznacza ta data w kalendarzu. Smutek przyszedł dopiero później, taki wewnętrzny razem z pytaniem: 'i co teraz?'. Wątpliwości szybko minęły, kiedy dziewczynka usłyszała słowa 'to nie koniec'. Oczywiście w tamtym momencie miała przed oczami milion pytań: 'ale jak to nie koniec?; skąd to wiesz?'. Szok jednak sprawił, że nie odpowiedziała słowami. Posłała miły uśmiech i odeszła. Kolejne dni, tygodnie a nawet miesiące mijały bardzo smutno i powoli. Dziewczynka zapomniała o tych słowach i próbowała żyć normalnie. Próby te na początku przynosiły jakieś pozytywne skutki, ale jednak nie zdołały przebić tego wybudowanego muru. Wspomniane słowa przypomniały się w chwili, gdy przekroczyła próg wspomnień. Los znowu się do niej uśmiechnął i pozwolił trafić w idealny moment. Wtedy zrozumiała te zdanie i w nie uwierzyła 'tak, to nie koniec'. Chociaż umocniona wkraczała w swoje nowe życie, to z czasem wszystko się rozmywało. Przyszły kolejne wątpliwości uargumentowane twierdzeniami przyjaciół. Postanowiła po raz kolejny zapomnieć o tym co było. Podobnie jak poprzednio wszystko zaczęło się dobrze. W życiu jednak zawsze bywają jakieś 'ale'. Tak było też tym razem, po spojrzeniu sobie samej w oczy, nasza bohaterka zrozumiała, że to nie jest jej życie. W tamtym momencie jej świat runął. Zagubiła się jeszcze bardziej. Po każdej burzy i deszczu przychodzi jednak słońce i tęcza. Dziewczynka postanowiła dać ostatnią szansę przeszłości. Nasza bohaterka nie była już taka ufna, wszystko co się działo analizowała. Aczkolwiek jej dusza namawiała ją do bycia dawną sobą. Niestety jedyne co potrafiła przewidzieć to ból. Każdy jej zamiar mógł prowadzić do jeszcze gorszego bólu i właśnie czasem tak było. Nie potrafiła zrozumieć dlaczego tak się dzieje, 'a może to ze mną coś nie tak?' - pytała się za każdym razem. Miała jednak świadomość, że to właśnie jest jej życie. Potrzebowała pioruna, czegoś co z powrotem wywróci ten świat do góry nogami. Długo na ten piorun nie musiała czekać. Uznała, że ryzyko jest warte swojej ceny, że nie po to odrzucała wszystko dookoła, by teraz zrezygnować. Życie zaczęło się na nowo, nabrało barw, a zaufanie zostało odbudowane. Wszystko co było skomplikowane, stało się łatwe. Euforia trwała bardzo długo, a los dorzucał coraz lepsze rzeczy. Jednak pewnego dnia nasza bohaterka odkryła jeszcze jedno uczucie, które zniszczyło postrzeganie tego kolorowego świata. Włączyło się pomarańczowe światełko, włączył się strach a łzy stawały się większym przyjacielem niż uśmiech. 'Przecież nie tak miało być', powtarzała sobie co chwile. Dzięki euforii zaufała sobie, a jedna chwila pokazała, że te zaufanie nie było prawdziwe. Od tamtego czasu dziewczynka bierze udział w wojnie. Wojnie, która jest już przesądzona. Straty już dały się we znaki, ale ona się nie poddaje, bo za dużo straciła w życiu oraz odrzuciła za dużo osób. Z nieśmiałej i zamkniętej dziewczynki nasza bohaterka stała się taką, która działa wbrew swojemu sumieniu. To nie koniec.