piątek, 2 października 2015

Muzyczne chwyty losu

Miałam tyle pomysłów na notki. Wszystko przez piosenki, których ostatnio słucham. Chciałam powklejać te teksty, które pasują najbardziej do mnie i stworzyć bardzo przemyślaną notkę. Niestety nie jestem aż tak bardzo ogarnięta (kiedyś byłam, oj tak... kiedyś) i pamiętam może tytuły 2-3 piosenek, w których znalazłam te inspirujące słowa. Karolina?! Czyżby kolejna wymówka żeby wcześniej skończyć notkę? Otóż nie! Otwieram właśnie iTunes'a, odtwarzam pioseneczki i przelewam moje odczucia tutaj... 

Mieliście kiedyś tak, że podczas jednej rozmowy/sytuacji leciała piosenka – która odzwierciedla wszystko to co właśnie czujecie? Albo jeszcze lepiej! Trafiliście akurat na ten moment utworu, te słowa, które pasują idealnie do waszych odczuć. Troszkę jak w filmie, nie? Zawsze chciałam to poczuć. Słuchając muzyki w tramwaju, autobusie, samolocie wyobrażałam sobie takie filmowe momenty ze mną w roli głównej. I co? Pewnego wrześniowego poranka przeżyłam takie coś na własnej skórze. Oczywiście, że nie skupiałam się na muzyce w tle, bo nie będę przecież ignorować mojego rozmówcy – ale nagle w uszach zabrzmiało mi "Nothing can go wrong, when you're in love, what can go wrong?". Momentalnie wryło mnie w podłogę, ponieważ nie słyszałam ani pierwszej zwrotki, ani drugiej, nawet refreny mi zanikły. Jednak na ten jeden moment wyciszył mi się cały świat i piosenka wypełniła głowę. Uczucie nie do opisania, serio.  Hmmm może to przez to, że w tej piosence podoba mi się tylko ta chwila. Nie wiem. Ciężko stwierdzić, bo z tego co pamiętam podczas tej sytuacji nie wiedziałam nawet co leci za piosenka, aż do tego momentu. No i w sumie tylko raz takie coś przeżyłam.
Nadal jednak, jadąc transportem miejskim i słuchając muzyki, mam w głowie super sceny rodem z filmu tylko już z udziałem innych utworów. Do tamtej piosenki nie potrafię już nic nowego wytworzyć. Przechodząc do sedna, to muzyka bardzo mi pomaga w tych lepszych i gorszych chwilach. Nie mówię tutaj o puszczaniu sobie wybranych piosenek, tylko jak telefon czy tam odtwarzacz wylosuje i akurat trafi utworem w nasz humor oraz to o czym myślimy. Może i to jest mylne i nie powinno się postępować tak bezmyślnie, łapiąc chwile i myśląc, że to jakieś przeznaczenie. Ja jednak wolę mieć tę nadzieję, że coś w tym wszystkim jest i los kieruje nas jak w Simsach. Tak, tak teraz na pewno klika na toaletę i wybiera opcje "sikaj po mistrzowsku", więc lepiej idź już wypełnić tę misję.




nie śmiej się ... IDŹ!

czwartek, 1 października 2015

Siła i wytrwałość

Jak widać nawet te pięć notek w miesiącu mi jest bardzo trudno napisać. Żadnych wymówek nie mam, ponieważ wrzesień był najbardziej leniwym miesiącem tegorocznych wakacji. Jak to w każdym miesiącu bywa – były wzloty, upadki, dziwne domysły i przejmowanie się tym co nie trzeba (taaaa, ale dobrze wiedzieć, że nie tylko ja cierpię na taką przypadłość). W sumie to nic mądrego nie mam tu do przekazania. To co trwało trwa, chociaż boje się jesieni i tej dziwnej depresyjnej aury. Hmmm może jednak na to nie będzie czasu. Mam tak cudowny plan, że wychodząc w nocy będę wracała także w nocy. Do tego dodajmy drugą szkołę i fotograficzne praktyki. Mam na to bardzo dobre podsumowanie: chciałam to mam. Mimo, że narzekam na lewo i prawo to wiem, że wszystko jest na moje siły. A w takich sprawach to akurat jestem silna i wytrwała – to chyba są moje najmocniejsze zalety. Wiadomo czasem balansuje pomiędzy skrajnościami, ale po jakimś czasie wszystko wraca na swoje miejsce i czeka na kolejne wariacje.