sobota, 19 grudnia 2015
Monsuny
Burza, większa burza, huragan. Tak wyglądały moje jesienne dni. Rzadko kiedy było tak, że cały dzień się uśmiechałam... Nie wiem co w tej jesieni takiego jest, ale to już drugi rok z rzędu. Dopiero teraz pojawiła się tęcza. Wiadomo nie tak od razu pięknie i kolorowo. Zaczynało się od pojedynczych kolorków. W sumie to nie dziwie się, że po tym jesiennym huraganie los daje mi parę momentów na uśmiech. No bo nawet największe monsuny się kiedyś kończą. Podoba mi się, że ta tęcza przychodzi niespodziewanie... Taka sytuacja - czekam sobie w piątkowe popołudnie na autobus. Nawet nie chciało mi się wtedy myśleć. Usiadłam na ławce (nigdy tego nie robię, zazwyczaj chodzę w tę i z powrotem), uruchomiłam jakąś grę na telefonie (jakieś zgadnij co to, czy inne logiczne pierdoły) i tak siedzę patrząc się na ten obrazek. Nagle w jednej sekundzie na buźce namalował się uśmiech, wstałam z ławki i szczerzyłam się nawet w myślach. Dla takich sytuacji mogę zmoknąć i zmarznąć w huraganach. Słoneczko mnie wysuszy i namaluje uśmiech...